Najobrzydliwsze rzeczy na świecie – co to i po co?

Jecie? Odłóżcie widelec. Będzie obrzydliwie. Obawiam się, że nawet najmniej wrażliwi z Was nie wytrzymają i w – najlepszym wypadku – wzdrygną się ze wstrętem czytając dalej. Ale z drugiej strony… to w końcu temat jak temat. Bo wstręt to emocja… jak emocja. I nie, nie chodzi o nieuczciwość, zdradę, przemoc i inne okropieństwa, które mogą budzić grymas obrzydzenia. Tym razem chodzi o to, co do bólu fizjologiczne, co nam zostało po praprzodkach i dzięki czemu wolimy trzymać się z daleka od tego, co… śmierdzi lub wygląda mało apetycznie.

Pozbawianie dyni miąższu – męża sporo kosztowało

Bodajże James Clavell w Królu szczurów napisał, że najobrzydliwszy widok to wypróżniający się mężczyzna. Być może, bo przyznaję  – jeszcze tego nie widziałam. Ale gdybym zobaczyła – prawdopodobnie odwróciłabym wzrok nie dlatego, że zraził by mnie brak kultury tego pana czy inne cechy jego osobowości, tylko… no, wiecie co.

Dużo łatwiej mi zgodzić się z Tolkienem, który uważał, że “może to dziwne, ale przyjemne doświadczenia (…) nie są zbyt dobrą materią do opowieści, podczas gdy przeżycia niepokojące, nieprzyjemne, a nawet groźne tworzą kanwę do wspaniałych historii i długo można o nich opowiadać”.

Kobiety wrażliwsze na to, co obrzydliwe?

Podobno to my, kobiety jesteśmy mniej odporne na obrzydliwości. Biologia w ten sposób chroni nas przed trucizną w strawie i powietrzu – mamy wszak wydawać na świat potomstwo i dbać o nie, póki dzieciaki same nie nauczą się zdobywać pożywienia, odzienia, etc.

Mimo to (albo właśnie dlatego), właśnie kobiety mają mniejsze opory, jeśli chodzi o zmianę pieluch czy wycieranie pup. Znam też prywatnie pewną lekarkę ze specjalizacją proktologiczną, która brzydzi się resztek nagromadzonych w odpływie kuchennego zlewozmywaka… Mam też koleżankę, która obłędnie gotuje, ale oprawianiem surowego mięsa musi zajmować się mąż, bo ona krojąc takie mięso musiałaby zamykać oczy i zatykać nos. Mój dobry znajomy nie ma problemu z przewijaniem, opróżnianiem zapchanych filtrów (zmywarki, wanny, prysznica, zlewu), ale organicznie nienawidzi śliny i ust z okolicami ubrudzonymi jedzeniem (u siebie i współbiesiadników). 

Czy dzieci niczego się nie brzydzą?

Paul Bloom (w Przyjemność. Dlaczego lubimy to, co lubimy?) uważa, że małym dzieciom wszystko jedno, bo uczucie obrzydzenia pojawia się ok. 3.-4. roku życia. Przytacza doświadczenie przeprowadzone przez P. Rozina. Tenże Rozin dał maluchom mieszankę masła orzechowego i śmierdzącego sera – mówiąc, że to psie kupy. I maluchy to zjadły. P. Bloom przypuszcza, że taki malec zjadłby nawet hamburgera, mimo że ktoś powiedziałby malcowi, że to z ludzkiego mięsa. Fajnie, ale co z dziećmi, które plują wszystkim, co nie jest frytkami (lub – w zależności od monoupodobań – parówką, makaronem, sokiem bananowym, niepotrzebne skreślić)?

***

Dobra, do rzeczy. Tych najobrzydliwszych, które spotkały w ciągu ostatnich dwóch lat.

Guma do żucia na plaży. W pierwszy dzień lata. Upalnego. Guma ani moja, ani córki, ani męża. Totalnie obca, przeżuta i wypluta prosto w piach. Po którym ludzie chodzą boso, bo… to miłe? Uwaga, na plaży warto patrzeć pod nogi, bo obrzydliwie ciepłej gumy do życia wcale nie jest tak łatwo pozbyć się spomiędzy palców. Morska woda, mokre i suche chusteczki, konwulsyjne szuranie stopą o piasek… Próbujesz wszystkiego, a czas ciągnie się jak ta guma… Czas, który chcesz cofnąć albo przewinąć naprzód a się nie da.

Moi drodzy, jeśli chcecie się nam kimś zemścić – polecam zaimprowizować taką gumową pułapkę.

Kawałek kurczaka w jajku. Nawet nie pamiętam już do czego potrzebne były mi te jajka. Ale kupiłam u pana w warzywniaku, który dzień wcześniej miał dobre maliny. A jajka zachwalał – że ze wsi, prawdziwe. O, żeby wiedział jak bardzo! Rozbijam a tu do miseczki wpływa mi razem z żółtkiem krwisto-przezroczyste coś. Wielkości ziarna fasoli…. Dlaczego nikt nigdy mi nie powiedział, że “prawdziwe jajka” kryć mogą w sobie nie tylko zalety? Dlaczego?

Ziemniaki w płynie. Przyczaiły się w siatce z całkiem jeszcze dobrymi ziemniakami i… Są miękkie, śmierdząc niemiłosiernie. Jakąś mdlącą zgnilizną piwniczną w najgorszym gatunku. Od tamtej pory jestem czujna i przeglądy ziemniaczane przeprowadzam regularnie.

Zbiorowa fluoryzacja. Nienawidziłam kiedy wychowawczyni mówiła, żeby nie zapomnieć szczoteczki, bo będzie fluoryzacja. Oznaczało to, że wszystkie dziewczyny z klasy (albo i z dwóch klas, jak źle pójdzie) będą stały nad trzema umywalkami i spluwały (chłopcy – jak wiadomo – mieli oddzielną łazienkę). I pani fluoryzatorka będzie pilnować, żeby nie leciała woda z kranu, która spłukałaby plwociny. I byśmy szczotkowały porządnie. I porządnie spluwały.

A najobrzydliwsze odgłosy? O, one też, podobnie jak wątpliwej urody smak, wygląd i zapach – mają zadanie chronić nas przed niebezpieczeństwem. Mnie osobiście przeraża zgrzyt noża o szklaną deskę do krojenia… Lub zabawek o lustro. Nie znoszę też odgłosu głośnego chrupania (tak, bardziej niż siorbania, mlaskania, etc.). Nie za bardzo lubię też słuchać przy stole o uchyłkach jelita, sposobach na trawienie, regularności wypróżnień. Zwłaszcza, gdy tematy poruszają starsi ludzie. No tak mam, cholera no!

A Wy jak? Na samo wspomnienie widoku, dźwięku lub zapachu jakiego ohydztwa włos jeży Wam się na głowie? Gadacie czasem o ohydnych rzeczach?