Mam marzenie. Bo z okazji Dnia Matki – jako matka – mam do tego prawo. Na to marzenie składa się wiele, wiele innych, bo chodzi o to jak wyobrażam sobie swój idealny Dzień Matki.
U mnie w domu była taka tradycja, że wigilia święta stanowiła święto właściwsze niż samo święto. Ot, jakoś to poszło na wzór wigilii Bożego Narodzenia i Wielkiej Soboty. I to już wymyślono dawno, dawno temu. Dlatego już dziś świętuję Dzień Matki, marząc sobie jak mógłby wyglądać najpiękniejszy 26 maja.

Co do okoliczności przyrody:
- Niech ten nasz ogrodowy słowik pokląska jeszcze tę i kolejną noc (mąż go widział, niech się jutro pokaże i mnie),
- niech pokwitną jeszcze bzy i konwalie,
- niech będzie ciepło (tak na krótki rękaw – wystarczy jutro i pojutrze)
- niech przestanie padać,
- niech zaświeci słońce i niech po raz pierwszy nasz łapacz słońca złapie jakieś promienie.
Co do okoliczności rodzinnych:
- Niech nikt nie waży się mieć żadnych objawów chorobowych (zwłaszcza Córka, zwłaszcza zapalenia ucha),
- Niech uda nam się z Córką babski wieczór (on rusza na strzelnicę),
- Niech on na tej strzelnicy nie przemoknie do nitki,
- Niech moja Mama ma jutro dobry nastrój,
- Niech – podczas rozmowy telefonicznej – nie musi mówić, że nasz 20-letni kot właśnie odszedł (ostatnio słabuje).
Co do okoliczności zawodowych:
- Niech jutro rano żadne media ukraińskie nie podadzą informacji o tym, że rosyjscy żołnierze gwałcą niemowlęta,
- W ogóle żebym nie musiała pisać o tym, że zmarło lub skrzywdzono jakiekolwiek dziecko,
- Słowem: niech to będą same dobre wiadomości.
Co do okoliczności gastronomicznych:
- Niech uda nam się jutro wyskoczyć na obiad do Adelci (restauracyjki w Muzeum Józefa Piłsudskiego) i niech będzie w menu coś naprawdę pysznego,
- Prosto z przedszkola niech nas powiedzie do cukierni, gdzie kupimy najgłośniej wołające do nas ciacha,
- Może – jak rok i dwa lata temu – otworzymy sezon na truskawki?
Co do okoliczności innych:
- Niech uda się odebrać dowód z urzędu ciasta (ciągle nie ma i nie ma czasu),
- Niech uda się dokupić jeszcze jeden motek włóczki (na porządną chustę dwa motki to za mało),
- Gdyby wyszło słońce, to wyległabym z fotelem bujanym na taras nałapać witaminy D (ponoć wystarczy kwadrans, byle wystawić spory połać skóry, np. plecy)
- Niechby mi się wreszcie udało zdecydować w czym wystąpię na piątkowym pikniku rodzinnym organizowanym przez nasze przedszkole,
- Niechby vinted.pl znowu zaczął działać normalnie (potrzebuję na wakacji pewnej sukienki).
I już. To dużo czy mało?
Edit: 27 maja
Słowik: nie pokazał się ani nie pokląskał.
Za to bzy i konwalie – kwitną jak najbardziej.
Padać przestało, zaczęło, przestało.
Łapacz? Słońca nie chwycił, bo go było mało.
***
Wszyscy zdrowi.
Nikt nie zmógł ani nie zaniemógł
Zadowolone matczysko
W dobrej formie kocisko.
***
I nie było pisania o żadnej chorobie
(wyjąwszy tajemnicze zapalenie wątroby
u dziewięciorga dzieci w szpitalu w Krakowie)
***
Adelcia (dawniej: gospodyni Marszałka,
dziś: restauracyjka)
Podała zupę super – z cukinii, ogórka
I kurczaka w pieczarkach
A w cukierni: babeczki i rureczki z kremem
I prosto do domu ucieczka przed deszczem
***
Na truskawki jakoś nie było natchnienia
Ani na urząd ciasta
Ani pasmanterię
Ale promień słońca (jak łapacz) złapałam
kiedy na balkonie pranie rozwieszałam
(wprost na przedramiona).
Suknia? Nie wybrana. Piknik? Odwołano.
Mimo wszystko – po uszy się cieszę, najbardziej
Bo choć się spodziewałam laurki od Córki
To nie z gwiazdą co spada,
ani z tęczą przy wodospadzie
i jeszcze jedną tęczą, kwieciem, nietoperzem
A to lepsze niż słowik i całe ich roje!


Fot. PixaBay: HeteroSapiens; zbiory prywatne
Udanego święta
śmieszny błąd się wkradł do okoliczności – odebrać dowód z urzędu ciasta
ciekawe czy będą ciastem częstować 
Magda, ja tak mówię „urząd ciasta”, więc niech już tak zostanie. To nie wszystkie moje kulinarne nawyki lingwistyczne, np. na jednego z ministrów też mówię do rymu: Garnek