Bąk może pachnieć jak róża… czyli o sztuce pierdzenia na miarę XXI w.

Oh, gdyby Pierre-Thomas Nicolas Hurtaut, autor „Sztuki pierdzenia” z 1751 roku  miał pojęcie, że kiedyś będzie można puszczać pachnące bąki… Ba, czytając jego dziełko, jeszcze kilka lat temu – sama nie miałam o tym pojęcia. Dopiero wczoraj dotarła do mnie informacja, że aby bąki pachniały fiołkami – wystarczy łyknąć parę tabletek.

A jeśli nie fiołkami to… konwaliami lub różami. Jest i świąteczna edycja pastylek, po których bąki pachną czekoladą. Lub imbirem (choć to wersja stworzona z myślą o Walentynkach). I nie, to nie jest tekst sponsorowany, gdzie mi tam do takich innowacyjnych, francuskich marek… Pogadać chciałam.

Christian Poincheval, wynalazca tabletek na wonne bąki. Myślę, że podobieństwo do św. Mikołaja jest nieprzypadkowe…

Myślicie, że to dobry pomysł na niebanalny prezent gwiazdkowy? Na przykład zamiast perfum? Albo markowych świec zapachowych?

Ile kosztują pastylki na pachnące bąki

Pigułki te wynalazł Christian Poincheval, po czym wprowadził je do sprzedaży na światową skalę. W Polsce wieść o tym rozeszła się już w 2014 roku. Pisał o tym nawet „Puls Biznesu”.

Pastylki mają nie tylko perfumować gazy, ale i zapobiegać wzdęciom. Dostępne są nie tylko w różnych wersjach zapachowych, ale i w wersji dla ludzi oraz zwierzaków… Aktualnie w autoryzowanym  sklepie mesje Poincheval’a trwa świąteczna promocja (-20%, wysyłka z Paryża gratis). To znaczy, że za pudełko 60 tabletek w wybranym zapachu zapłacimy niecałe 20 euro (wg kursu z dziś – niecałe 90 zł).

Na stronie sklepu piszą, że by tabletki działały, trzeba przyjmować od 2 do 6 sztuk na dobę (podczas posiłku), przez kilka dni.

Zapach róż może okazać się świetną alternatywą dla śmierdzących bąków – zwłaszcza w przypadku dam i gentelmanów.

Dyskretna przesyłka prosto z Paryża

Ze swej strony Poincheval zapewnia satysfakcję i… dyskrecję. Paczka z zamówionymi tabletkami nie będzie oklejona taśmą z logo firmy . Słowem – żaden listonosz ani kurier nie będzie  miał pojęcia, że zamarzyło Ci się puszczanie bąków o zapachu różanym.

Ani że postanowiłaś zakpić sobie do bólu z nielubianej osoby (właśnie wyobraziłam sobie minę mojej byłej szefowej w momencie jak rozpakowywuje prezent od… „oj nie wiem, Bożena, kurier przyniósł”)

Albo że chcesz zrobić komuś bliskiemu zabawny prezent.

Pobudki kupowania tych tabletek mogą być naprawdę różne.

Okładka książki Sztuka pierdzenia. Esej teoriofizyczny i metodyczny na użytek konsypantów, ponuraków, dam melancholijnych oraz wszelkich niewolników przesądu (pierwsze wydanie w 1751 roku).

Ups!

Myślicie, że takie tabletki łykają VIPy? Ważni politycy i dostojnicy, którzy nie mogą sobie pozwolić na śmierdzące bąki, bo dbają o swój wizerunek. A wciąż są na spotkaniach, w służbowych podróżach w towarzystwie innych VIPów, na ważnych śniadaniach, lanczach, obiadach, kolacjach, kawach… Z bliskimi współpracownikami i tymi, którzy tylko czyhają aż strzelą jakąś gaffę…

Matko, a jeśli ja się właśnie szalenie kompromituję, bo tak naprawdę te tabletki są już w powszechnym użyciu? Błagam, powiedzcie, że jeszcze nie… Że zanim puszczanie wonnych bąków stanie się czymś naturalnym i kulturalnym jednocześnie (tak jak codzienny prysznic i zmiana bielizny czy regularna depilacja, o czym nie śniło się naszym przodkom)- zdążę się z tą myślą jakoś oswoić…

Źródła:

Strona sklepu z tabletkami na wonne bąki:  https://www.pilulepet.com/fr/

Pierre-Thomas Nicolas Hurtaut: Sztuka pierdzenia. Esej teoriofizyczny i metodyczny na użytek konsypantów, ponuraków, dam melancholijnych oraz wszelkich niewolników przesądu, Warszawa 2010