Zniknęły dynie, schowały się znicze, a na ich miejsce zajęły… bum! Ceramiczne domki obsypane śniegiem, sznury lampek, renifery, pierniczki i niekończąca się fala świątecznych „must have”. Internet pęka od przepisów, list prezentów i porad „co kupić, żeby było idealnie”.
I to zewsząd: „Mam dość. Chcę, jak dawniej, ubierać choinkę dopiero w wigilijny poranek. Bez tego całego grudniowego szału.”
I szczerze? Rozumiem.
Żeby to, co świąteczne, nie zdążyło nam się opatrzyć.
Żeby nie straciło sensu.
Żeby magia trwała — a nie wyparowała w listopadzie.
Żeby można było czekać. Z tą staroświecką, anielską, adwentową cierpliwością.

A jeśli świąteczny klimat naprawdę pomaga?
Okazuje się, że może! Psychologowie z pełną powagą twierdzą, że nie ma sensu tak zaciekle bronić się przed światełkami, świecami, świątecznymi dekoracjami i całym tym bożonarodzeniowym moodem.
Dlaczego warto odpuścić i w to wejść?
1. Bo potrzebujemy światła jak nigdy.
Listopad i grudzień bywają ciemne do granic przyzwoitości. Lampki, świeczki, połyskujące ozdoby — wszystko to serio robi robotę.
Trochę jak domowy antydepresant.
2. Bo świąteczne wspomnienia są jak miękki koc na duszę.
Im więcej dajemy sobie przestrzeni na wspominanie, tym mniej w nas niepokoju.
A więcej ciepła, bliskości, więzi.
3. Bo „udawanie, że jest cudownie” faktycznie nas uszczęśliwia.
To nie żart — to podstawa terapii poznawczo-behawioralnej.
Robisz coś, jakby było dobrze → mózg wierzy → robi się dobrze.
I już.
4. Bo planowanie wcześniej naprawdę pomaga.
Menu, dekoracje, ubrania, prezenty…
To wszystko samo się nie zrobi.
A jeśli — jak my — co roku organizujesz Wigilię dla rodziny, to czekanie z planowaniem do 24 grudnia byłoby po prostu sportem ekstremalnym.
Bożonarodzeniowy listopad i gdzie jest haczyk?
Gdy tak o tym myślę, dochodzę do jednego wniosku:
Każdy ma prawo robić po swojemu.
Chcesz w listopadzie odpalić świąteczne piosenki, powiesić skarpety i kupić sobie sukienkę „idealną na Wigilię”? Super.
Wolisz poczekać aż do samej Gwiazdki? Też super.
Problem pojawia się tylko w jednym miejscu:
w naszych portfelach.
Bo o ile światełka i kolędy są miłe, o tyle to wszystko w galeriach handlowych nie dzieje się dlatego, by zrobić nam dobrze.
One są po to, żebyśmy zrobili dobrze sprzedawcom.
Renifer na skarpetach?
Srebrna śnieżynka?
Obrus tak biały, że oślepia?
Sukienka, którą założysz raz i będzie to o jeden raz za dużo?
To wszystko jest ładne — ale od połowy z tego nasze Boże Narodzenie w ogóle nie zależy.
Wchodzić w ten świąteczny klimat czy nie?
Jak chcesz. Serio.
Magia nie przychodzi ani z lampkami w listopadzie, ani z czekaniem do Wigilii.
Magia przychodzi wtedy, kiedy jesteśmy w tym autentycznie.
A cała reszta?
To tylko scenografia.
Żeby się to, co świąteczne nie opatrzyło. Nie znudziło. Żeby się w tym nie rozpuściło to, co ważne. Czyli ten autentyczny świąteczny czas. Żeby nań czekać. Z anielsko-adwentową cierpliwością.

I przed Bożym Narodzeniem też podobno tak to działa.
Bożonarodzeniowy nastrój na długo przed świętami: tematy do rozmowy z kimś lub samym sobą
- Jak świąteczna „komercja” wpływa na twór nastrój?
Na plus — bo lubię ten klimat?
Na minus — bo czuję presję zakupów i „idealnych” świąt?
Nie ma dla mnie żadnego znaczenia. - Kiedy zaczynasz naprawdę czuć święta?
Czy to moment udekorowania domu, pierwszy śnieg, pieczenie pierników, a może dzień wolny tuż przed Wigilią? - Jakie wspomnienia świąt z dzieciństwa najczęściej wracają?
I czego z tamtych świąt brakuje ci najbardziej?
Źródło: A. Morlin: Why Decorating Early for Christmas May Make You Happier, Fot. Pixabay/Albertfotolims, Pezibear,
Najnowsze komentarze