Dorosła osoba z reguły wie więcej i lepiej, niż kiedy była dzieckiem. Ba, często uważa też, że wie więcej i lepiej niż swój rodzic. A co Państwo na to, że w każdym z nas, na różne sytuacje, reaguje jedna z trzech postaci, składająca się w nasze jedno ja? Czyli: albo dziecko (ktoś, kim byliśmy), albo dorosły (którym jesteśmy) albo rodzic (lub opiekun, który miał duży wpływ na nasze życie).

Tak właśnie jest według autora książki W co grają ludzie. Dla jednych przerewelacyjnej i arcyprawdziwej. Dla innych – zbyt naukowej i pokręconej. Mnie osobiście widzi się, że te teoria, jakoby każdy z nas występował w 3 osobach może być całkiem prawdopodobna…
Maciek: „Wszystko się zgadza”
Kolega, który pożyczył mi właśnie tę książkę, którą czytałam, ale wieki temu (no, dwie dekady temu), powiedział o niej tylko trzy słowa: „Wszystko się zgadza”. W sumie nie wiem, czy miał na myśli gry (w które gramy, my, ludzie), głaski (którymi się obdzielamy, my, ludzie) czy te trzy osoby w każdym z nas. Osobiście od kilku dni nie mogę się nadziwić, ile zgadza się z tym dorosłym, rodzicem i dzieckiem… Kilka razy dziennie łapię się na tym, że myślę (mówię, zachowuję się) jak:
a. ja dorosła
b. mama (rzadziej: starsza siostra lub Włodzimierz, który imponował mi od dziecka ilością książek, oczytaniem, wiedzą na temat słów, literatury i pisarstwa)
c. mała ja.
Wcześniej myślałam, że udział rodzica i dziecka jest minimalny, sporadyczny, okazjonalny. A okazuje się, że odzywają się częściej niż sądziłam.
„Patrz, wyglądam jak drzewo”
Czy dorosła osoba, mówi do córki: „Ej, patrz, czy nie wyglądam jak jakieś drzewo?”, tylko dlatego, że ma brązowe sztruksy i zielony, gruby sweter? I się śmieje sama z tego porównania? Albo czy dorosła osoba zajada się budyniem z sokiem malinowym w przerwie w pracy? Niby nic nie stoi na przeszkodzie, ale doroślej byłoby wpieprzać lancz (i na pewno nic słodkiego).
„Pierdolisz jak potłuczony/potłuczona” z charakterystycznym żachnięciem się – to już mam po matce. Tak jak „To teraz mam bić dupą o ziemię z rozpaczy?”. Albo „No ale jak to sobie wyobrażasz?” (gdy ktoś planuje zrobić coś byle jak). Z kolei energiczne latanie po chałupie z biciem piętami o podłoże, przy składaniu prania, gotowaniu, sprzątaniu itp., mam po siostrze. Razem z irytacją, że inni snują się jak duchy i życia w nich nie ma.
A ileż to razy w ciągu ostatnich tygodni:
- powiedziałam/pomyślałam o kimś: zachowuje się jak mieszczka albo zapytałam: jak znajdujesz tę zupę, kochanie? (na co córka odpowiada: Normalnie mamo, podchodzę do stołu i już jest nalana)
- zastanawiałam się i sprawdzałam skąd wzięło się oto słowo,
- starałam się ze stoickim spokojem i sarkazmem mówić o czymś, co szarpało mnie jak złe…
… i było to już absolutnie włodzimierzowskie.
Człowiek w trzech osobach, człowiek w trzech odsłonach
Teoretycznie to dorosły potrafi radzić sobie najlepiej. Ma najwięcej doświadczenia i danych. Wie np., że jak dziś się z czymś boryka, to znaczy, że jutro będzie brykał (w myśl zasady: nieważne czy jest dobrze, czy jest źle, to i tak się zmieni). Co jest dla niego ważne, a co nie. Co powinien, a co nie zgodnie z obowiązującym go systemem wartości. Z pewnością to właśnie dorosły dominuje w tym trio i może na szczęście.
Ale dziecko i rodzic towarzyszą mu – czy tego chce, czy nie. I każdy może się o tym przekonać przypatrując się sobie i/lub bliskim.
Najnowsze komentarze