O plecaczkach ucieczkowych. Czyli o tym jak przygotowujemy się do wojny

Znajomi znajomych właśnie zaczęli budować schron. W sklepach, w których mąż zaopatruje się od kilku lat w militaria – pustki. Za to pełne strzelnice… Ale ja nie o tym, bo dziś K. obwieścił nam, że obstalował trzy plecaczki ucieczkowe i… że zrobimy sobie z nimi próbę generalną ucieczki. Taką, że wiesz: 10 minut na wyjście i minimum doba poza domem. Według Pięcioletniej to będzie… bułeczka z kaszką.

To czarne siateczkowe to apteczka

Mam nadzieję, że wszystko nie wydarzy się w tym tygodniu. Podobno wojny w Polsce spodziewać się powinniśmy co najmniej za dwa lata. A w najbliższym czasie okna muszę umyć, córka ma urodziny – jej przyjaciółki zaproszone, w pracy ciągle mnóstwo pisania… Wiem, to nie jest śmieszne. Wielu uchodźców musiało zostawić swoje okna, przyjaciół, pracę, plany. OK, nawet jeśli nie będzie kaszka z bułeczką, to może dobra lekcja Historii i Teraźniejszości (HiT to taki nowy przedmiot w szkole, który wjeżdża od września, cały na biało-czerwono). I ciekawy pomysł na weekend.

Plecaczek ucieczkowy – co to nie jest

W pierwszej chwili można pomyśleć, że plecaczek ucieczkowy to plecak o modnym kroju (np. we flamingi albo mandale) , a w nim gadżety, które pozwolą uciec od codzienności. Czyli podręcznik medytowania, poradnik typu “jak być szczęśliwym”, jakieś słodycze, alkohol czy tam co kto lubi, by uciec.

Ale nie. W plecaczkach ucieczkowych ma być dosłownie wszystko, co pozwoli nam maksymalnie w ciągu trzech dni dotrzeć w bezpieczne miejsce. Łącznie ze sprzętem, dzięki któremu wyjdziemy z domu gdyby płonęły schody…

Nasze miasteczko jest podwarszawskie, wojskowe i mocno symboliczne. Mieszkający tu swego czasu Marszałek spuścił wpierdziel  Rosjanom i pociągnął Polskę ku Niepodległości. Dlatego – jeśli Rosjanie wejdą, to raczej tego miasteczka nie raczą ominąć.

A jeśli nie będzie wojny i/lub jednak raczą ominąć nasze miasteczko – tym lepiej.

To jest dopiero zaczątek. Część rzeczy omyłkowo została wysłana na adres mego rodzinnego domu

Plecaczki ucieczkowe – co to jest

O, nie dajmy się zwieść nazwie “plecaczki”, bo z tego co słyszę, ma się w nich pomieścić naprawdę dużo rzeczy.

Będą to raczej plecaczyska z:

  • 4-metrową liną  (żeby się po niej spuścić gdyby płonęły te schody)
  • dokumentami
  • ogrzewaczami chemicznymi,
  • racjami żywnościowymi  i wodą na 48 godzin (kurde, te paskudne kostki, w których cm sześciennym jest 1000 kcal – też będą),
  • apteczką (eutyrox, zyrtex, żele przeciwoparzeniowe, bandaże, plastry, woda utleniona, przeciwbóle, etc.)
  • małą kuchenką turystyczną,
  • gwizdkami (żeby znaleźć się w tłumie lub w leśnej głuszy)
  • ubraniami na zmianę,
  • latarkami taktycznymi,
  • światłem chemicznym,
  • radio na baterie (ale nie do muzyczki, tylko by słuchać komunikatów)
  • kartka dla dziecka, z adresem miejsca docelowego (na wypadek, gdyby zostało samo – znacie historię o chłopcu, które uciekało razem z babcią z Ukrainy i się zgubiło? Matka odchodzi od zmysłów, bo nie wie: czy żyje, czy nie, gdzie jest…),

I wieloma innymi rzeczami, o których nie śniło się byłemu żołnierzowi, który przygotował listę rzeczy do zapakowania w ucieczkowy plecaczek. Córka ma spakować kilka małych zabawek, a ja… mały notesik i 2 długopisy oraz jaką książkę (chyba Pan Tadeusz, reprint z XIX wieku, mały format).

Sama lina nie wystarczy – trzeba jeszcze wiedzieć jak zrobić węzeł podstawowy ratunkowy (np. dzieciak nie spuści się po linie). Uwaga – ten splot na zdjęciu nie ma nic wspólnego z tym węzłem.

Toporek, torby i taplanie

To, co już mamy inspiruje męża do wydłużenia listy rzeczy niezbędnych. Jak np. toporek (możemy na swej drodze spotkać zamkniętą na cztery spusty stodołę lub opuszczoną chatkę – wtedy toporkiem wyrąbiemy wejście czy coś). Lub torebki na ubrania (żeby były suche nawet gdy będzie padało i żeby się w nie przebrać, po przemoknięciu).

Mała testuje batony energetyczne (myślała, że będzie po nich biegać jak szybki jak błyskawica Sonic). Mnie póki co najbardziej podoba się pomysł władowania się do rzeki z plecakiem, żeby sprawdzić czy nie przemięka i jak długo przestaje unosić człeka na powierzchni. Bo uwielbiam włazić do rzek… Myć się latem na dworze, łazić z mokrymi włosami…

A niewykluczone, że będziemy też spali w hamakach!

Kemping, trening,  wędrowaning

Mała mówi i myśli o naszej wyprawie w kategoriach kempingu. Główny pomysłodawca imprezy – uważa to za coś z pogranicza survivalu i gruntownego przećwiczenia bezpiecznej ucieczki w razie czego.  Ja – nie mam nic przeciwko poobcowaniu z naturą, w niewygodach, no i uwielbiam wędrować. Ech, brało się kiedyś papierosy i szło na cały dzień… Wody dali we wsi (zdarzało się, że jeszcze studziennej). W sklepie kupiło się parę ciastek na wagę. Ognisko świetnie sprawdzało się w roli kuchenki i grzejnika…

Fakt, że nocowanie i obecność 5-letniego dziecka wymaga wzięcia więcej. Ale czy my to wszystko udźwigniemy? Łącznie z odpowiedzialnością za to, żeby była to fajna przygoda dla każdego z nas? Jedno jest pewne: nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek uciekamy na serio. I np. na zawsze. Że K. zaraz jak tylko nas gdzieś ulokuje – będzie ryzykował życie broniąc naszego domu, miasteczka i kraju.

Zobaczymy… Prawdopodobnie niewielu z nas jest w stanie się założyć o 100 zł, że w ciągu najbliższych lat nikt nas nie pewno nie napadnie i że w razie czego, na pewno zostaniemy obronieni.