Kwietnioumilacze vs jeden kwietniouprzykrzacz

Cztery lata temu o tej porze magnolie już przekwitały, a dziś – jeszcze na dobre nie zakwitły. Z drugiej strony: kto powiedział, że każda Wiosna ma być taka sama? Nigdy nie była! Każda potrafi skutecznie oczarować, jak i rozczarować, co?

Zaraz  zacznę 39. wiosnę, więc coś o tym wiem.
A dziś, przy okazji umil- i uprzykrzaczy będzie garść fajnych tematów do rozmowy. O tym: co można robić kiedy ktoś mówi, że… coś robisz źle? Czy fajnie byłoby żyć o 30-40 lat dłużej? Czy na pewno jest tak, że bez względu na stan posiadania jesteśmy równi wobec śmierci? A gdyby za te dodatkowe 30-40 lat życia przyszło zapłacić bezpłodnością (na rzecz ekologii)?O Kwestii ceny, i nie tylko…

Kwietniouprzykrzacz

Najgorsze to chyba kiedy niewiadomo co będzie. Już od pierwszego dnia Wiosny czekam na to co dalej w pewnej Bardzo Ważnej Sprawie. I przypomina mi to nawlekanie paciorków. Bierze się do ręki maleńki koralik – taki, dajmy na to,  naturalny szafir, w odcieniu co się mieni jak gołębi błękit – i odkłada, bo nie widać w nim otworu na igłę. Z następnym jest już lepiej, z kolejnym też… A potem znowu kłopot, bo okazuje się, że trzeba zaczynać od początku, bo coś nie tak z symetrią wzoru – tu za dużo turkusów, tam za mało szafirów. Wreszcie już woła się wsparcie do zrobienia zapięcia i co? Okazuje się, że lepiej zacząć od początku, cierpliwie, z miłością, bo inaczej się nie liczy… W przyszłym tygodniu wreszcie wszystko się wyjaśni. Ale jeśli pójdzie źle, trudno mi będzie zrobić tak:

Palę, palę – nie przeczę. Ale nie jestem Beatą Tyszkiewicz. Palę normalnie… A kiedy  ktoś mówi mi, że coś robię źle albo gorzej niż inni, którzy mają ten sam cel co ja – palę na więcej i na smutno. I staram się sobie wytłumaczyć, że nie jestem jedyną osobą na świecie, od której byli i będą “lepsi” (“gorsi” też w końcu byli i będą).
Jedno w tym czekaniu jest dobre – coraz bardziej dochodzę do wniosku, że co by się nie stało, będzie miało swoje plusy i minusy. Jak się nie uda – pewnie będzie mi zbyt przykro, by do tego wracać, a jak się uda – na pewno podzielę się szczegółami.

Czy można żyć dłużej? I czy to kwestia ceny?

            Czego nie może zabraknąć wśród kwietnioumilaczy? No pewnie, że książek… Co czytamy? Ja – Kwestię ceny Miłoszewskiego i Leśnika Kuncewiczowej. A Mała – Bajczary i czarbaje (a także Dzika Dzikusa, Dziką książkę o dzikach i ich kuzynach i O rety, przyroda!)

Co się tyczy Kwestii ceny… Fajna, fajna!

Jest biolog-naukowiec (o sylwetce i mimice Adriana Zandberga), profesorka specjalizująca się w muzealiach i sztuce, a także Benedykt Czerski, nieżyjący już etnograf, który podczas pobytu wśród członków sachalińskiego plemienia Ajnów, być może wynalazł sposób na to jak żyć 120 lat… Okazuje się bowiem, że głównym powodem naszych “przedwczesnych” śmierci jest słabnący mózg. A dokładnie jego słabnące zdolności związane z pamięcią. I że wiele wspólnego mają ze sobą tenże mózg, jelita i bakterie, które potrafią oddalić widmo demencji (a co za tym idzie – również śmierci) o dobre 30-40 lat. Brzmi kusząco, prawda?
Mam tylko kłopot z rozstrzygnięciem czy narrator lubi Adriana Zandberga, kpi z niego czy robi ukłon w stronę czytelniczek, zauroczonym fizjonomią polityka. Na pewno nie pisze dla tych, które nie wiedzą jak wygląda Adrian Zandberg.

Podczas lektury dotarło do mnie, że już tak jest, że zdrowie stało się “trochę” kwestią ceny… Tylko pytanie, czy dopiero teraz, kiedy pojawiły się prywatne kliniki. Bo kiedyś, żeby mieć blisko zdolną babkę, co znała się na ziołach też trzeba było mieć jej czym zapłacić. Nie mówiąc o dostępie do szpitali. Wykluczenie medyczne chyba jednak nie jest niczym nowym.

A poza tym… bardzo elegancko ze strony autora, że ominął kwestię przeszczepiania bakterii kałowych w celu stworzenia przyjaznego dla organizmu środowiska w jelitach. Tak czy inaczej – lubię czytać książki, które mogą okazać się kopalnią tematów do rozmowy. A Kwestia ceny taka jest. Przykłady tematów do rozmowy lub tematów do przemyślenia?

  • Co by było gdyby mój mąż stracił pamięć? Czy też byłoby to dla mnie gorsze niż gdyby zachorował na raka?
  • Czy chciałabym spędzić noc z “Adrianem Zandbergiem” w rozklekotanym samochodzie w centrum rosyjskiej tajgi?
  • Czy uważam, że duchy przodków i geny to właściwie to samo?
  • Czy skorzystałabym z propozycji młodego naukowca, który chciałby mnie bzyknąć na biurku Marii Skłodowskiej-Curie?
  • Czy chciałabym żyć dłużej o 30-40 lat?
  • Czy umożliwiłabym w ten sposób ludzkość za darmo, gdybym mogła?
  • A gdyby okazało się, że to tak naprawdę pomysł szalonego ekologa, który chce w ten sposób ograniczyć przeludnienie i podarować ludziom dłuższe życie w zamian za bezpłodność? W dodatku bez ich wiedzy, rozpylając bakterię w tłum, który poniesie ją dalej?
  • Co sądzę o wykluczeniu medycznym? Czy śmierć to coś, co na pewno dotyczy w równym stopniu biednych i bogatych?

Oh, tego jest więcej. W dodatku naprawdę przyjemnie się czyta.

***

A Leśnik? Jak to cała Kuncewiczowa… Uczucia i obrazy, od których ta pisarka była wręcz uzależniona, o czym pisałam już tutaj. Tej wiosny zatapiam się w jej prozie i bardzo mi z tym dobrze. A jednocześnie jest tam opisana taka miłość-opętanie, która napawa mnie lękiem. Zawsze wydawało mi się, że taka szalona miłość grozi tylko dziewczętom i kobietom, ale tu jest inaczej… Według Kuncewiczowej chora miłość może zniszczyć życie bez względu na płeć.

Uwielbiam też czytać Czteroletniej Bajczary i czarbaje Joanny Papuzińskiej. Dostała na urodziny od swojej Chrzestnej, która od samego początku dba, by w kolekcji książek Małej nie zabrakło baśni. Te Bajczary to w ogóle oddzielny temat do rozmowy…

Nad rzekę, w cień drzew

Wczoraj padało (i to na zimno!) cały dzień. Rano na gałęziach naszej starej jabłoni: zielone kuleczki wielkości kropelek, wieczorem – już listki. Mimo wszystko.

 Nie mniej, aura nie sprzyja naszym poszukiwaniom skarbów w rzekach… Już nie mogę się doczekać aż znów znajdziemy się nad rzeką Leśną (tak nazwałam odcinek Mieni płynącej przez las w Emowie, który z kolei Czteroletnia nazwała Mrocznym Lasem). Całe wieki nie byliśmy tez nad Świdrem. Sama myśl o tym, że jak tylko pogoda się poprawi – ruszymy nad rzeki – robi mi się milej. Najbardziej lubię rzeki w lesie…

W maju muszę przeczytać wreszcie książkę Za rzekę w cień drzew Ernesta Hemingway’a. Czytając recenzje na lubimyczytac.pl spotkałam się z opiniami, że to najgorsza książka tego autora… Na razie słucham piosenki o tymże tytule, którą napisał, wygrał i wyśpiewał dr hab. Tomasz Rokosz. Swój utwór zadedykował co prawda Hemingway’owi, ale lubię tę pieśń tak bardzo, że musiała powstawać z myślą i o takich jak ja.

Niech Wasze kwietnioumilacze Wam się mnożą, a kwietniouprzykrzacze nie grożą.