Jesień szarzeje, chłodnieje i grozi melancholią…
Melancholia sama w sobie nie jest zła – bywa twórcza, refleksyjna, miękka. Ale kiedy zamienia się w apatię – wewnętrzne zlodowacenie – już tak fajnie nie jest.
Co wtedy? Jednym z najprostszych „lekarstw” są… ciarki. Dreszczyk. Gęsia skórka. I nie mam na myśli zimnego prysznica ani przypieczonej gęsiny na św. Marcina. Chodzi o ten dreszczyk, mikrowstrząs w ciele, gdy coś Cię wzruszy, zaskoczy, poruszy. Życiodajne drżenie, które przypomina: „hej, jesteś tutaj – żyjesz”.
Wbrew pozorom, ciarki mają bardzo społeczną naturę. Najłatwiej o nie w tłumie – na imprezach masowych, festiwalach, nabożeństwach, występach dzieci, marszach, koncertach. Tak, nawet wtedy, gdy nie jesteś „typem imprezowym”.
Można nie lubić tłumów, ale ciarek nie da się nie lubić. Czasem potrzebujemy wspólnoty emocji – tej energii, która przeskakuje między ludźmi, gdy coś przeżywają razem. Te mikrowstrząsy są nam potrzebne.

Skąd się wzięło „Wyjdź do ludzi”?
– Wyjdź do ludzi – ileż matek/ojców mówi tak codziennie na całym świecie do swoich nastoletnich dzieci, które tkwią w czterech ścianach swojego pokoju. Gnuśniejąc i gasnąc od „nic-mi-się-nie-chce”.
– Wyjdź do ludzi – radzą krewni i przyjaciele dorosłych osób, kiedy ci narzekają na wypalenie.
– Przygoda zaczyna się od wyjścia z domu – wołają plansze w social mediach.
Psychologowie zaś, każdemu od czasu do czasu zalecają mikrowstrząsy, o które najłatwiej podczas… masowych imprez!
Ponieważ ciarki na plecach można poczuć wszędzie tam, gdzie najważniejsi są ludzie i ich emocje. Dużo ludzi i dużo emocji.
W tym kontekście powiedzenie „Chleba i igrzysk” nabiera nowego znaczenia… Wychodzi na to, że imprezy masowe są jak chleb i stanowią odpowiedź na potrzebę o bardzo wysokiej randzie.
Nie znoszę masowych imprez!
Znam mnóstwo osób, które uwielbiają chodzić na mecze, dyskoteki i koncerty. Kiedy czytałam sobie o dobroczynnym wpływie imprez masowych na higienę duszy i umysłu, miałam problem, bo… tłok i hałas wydawał mi się zawsze czymś, w czym niezbyt lubię uczestniczyć.
Ale prawie rok temu zrozumiałam, że impreza masowa to nie tylko jazgot i ciżba w klubach czy na festynach. 11. Listopada poszliśmy na capstrzyk. Tuż koło dworku Milusin Józefa Piłsudskiego. Żołnierze, konie, wystrzał, hymn narodowy… Kiedy w pewnej sekundzie ktoś odpalił czerwone race poczułam ciary. I myślę, że wiele osób też.
Na drugi dzień przedszkole mojej Córeczki organizowało Biesiadę Patriotyczną. Dzieci na scenie zaprzyjaźnionego Centrum Kultury, ubrane na biało-czerwono, na widowni rodzice, dziadkowie i… ciarki!
Nabożeństwo lub food trucki
Jedność z grupą, z którą łączy nas przestrzeń. Wspólne wrażenia, wzruszenie, zachwyt. Z jednej strony poczucie bezpieczeństwa, a z drugiej niepewność, bo przecież ludzie bywają nieprzewidywalni i okrutni (od czasów starożytnych imprez masowych, o czym można sobie poczytać w Quo Vadis albo Salambo).
I co? Zgadzacie się z tym, że są emocje, które mogą się pojawić wyłącznie w tłumie? I że każdy mniej lub bardziej potrzebuje poczuć je właśnie w zgromadzeniu?
Impreza masowa może mieć różne oblicza. Począwszy od dawnych walk gladiatorów i starożytne spektakle teatralne aż po współczesne.
To nie musi być letni festyn albo festiwal. To mogą być jesienne: zgromadzenia związane z 11 listopada, wernisaże, zloty food trucków, Pasterka czy coniedzielna msza.
Muszę się przyznać, że wczoraj poczułam przyjemny dreszczyk… Wcale nie na masowej imprezie, a podczas czytania bajki o wróżkach Natalii Gałczyńskiej 🙂
Tematy do rozmowy (z kimś albo ze sobą):
- Zdarza Ci się czuć ciarki, mimo że wokół nie ma tłumów?
- Kiedy ostatni raz poczułaś/poczułeś ciarki na plecach?
- Czy lubisz tłum? Jakie emocje wywołuje w Tobie obecność wielu ludzi?
- Czy masz swoją „ciarkową playlistę” – rzeczy, które zawsze Cię poruszają?
- Masz swoją ulubioną wersję imprezy masowej, która ładuje Ci bateryjki?
Aproposki:
- Jesieniara 2.0: kim jest i dlaczego nie boi się przesilenia? Nowa odsłona fenomenu jesieni
- Wrzesień w literaturze. 23 cytaty, które pachną jesienią, złotem i cichym końcem lata (cz. 1)
Literatura:
- M. Kowalczyk: Apatia
- R. Ohme, U. Dąbrowska: SPA dla umysłu. Warszawa 2019
Zależy jakie te masowe imprezy, czego dotyczą. Kiedyś chodziłam na koncerty, żeby mieć dreszcze przez dwie godziny. ;P Ale to nie były ogromne koncerty, moja muzyka nie jest tak popularna.
Zdarzyło mi się jeszcze przeżyć coś takiego na arenie turnieju zawodów w westernie. To było niesamowite!
Ha, pewnie, że zależy! I dobrze 🙂