„Boże Narodzenie” Karola May’a jako Klasyka zamiast Poradnika

Jestem dopiero w połowie tej książki. Może tylko dlatego podkreśliłam tylko siedem cytatów. A może dlatego, że Boże Narodzenie nie jest arcydziełem, od którego trudno oderwać się, ołówek i w ogóle. Tak, czy inaczej, z okazji, której wszyscy się domyślamy, warto uszczknąć cokolwiek z tej opowieści.

Na początku pragnę prosić, by nie sugerować się egzotyczną formą 1 osoby liczby mnogiej typu: (ja) umię, (ja) rozumię, bo to jest ogólnie coś strasznego. Poradnikiem polszczyzny z pewnością wydanie, które czytam — nie jest (Małopolska Oficyna Wydawnicza, brak roku wydania, red. Ewa Kmieć). Jednakowoż, jak wspomniałam, udało mi się szczęśliwie podkreślić siedem cytatów, które mogą się nam przydać.

Nie należy nigdy mówić rzeczy niepotrzebnych.

Boże Narodzenie jest klamrą, która otwiera i (podobno) zamyka tę opowieść. Jest też opowieścią na cześć Winnetou i Old Shatterhanda, o cnotach których próżno szukać w innych ludziach wszystkich czasów. O szacunku do liczby wypowiadanych słów mówi Old Shatterhand. I ma rację. Tę wskazówkę warto utrwalić sobie zwłaszcza przed wigilią.

Im oddział liczniejszy, tym mniej prawdopodobne zwycięstwo.

Kupuję to, jak kupuję porzekadło: gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. W cytacie podkreślonym chodzi też o żarcie. W wielkim skrócie — im więcej ludzi w oddziale, tym więcej ludzi do wyżywienia i ogarnięcia. I właśnie to stanowić może o niepowodzeniu każdej batalii.

Człowiek nie powinien tak ślepo wierzyć w spełnienie swoich życzeń.

To też jest bardzo ładne. Zwłaszcza w kontekście Bożego Narodzenia, z okazji którego życzymy sobie przecież jak najlepiej. Na wszelki wypadek warto mieć do tych życzeń pewien dystans.

Przemilczałem również, że prawdziwy westman towarzyszenie damie i bawienie jej rozmową nie nazywa „przechadzką”.

No oczywiście, że nie. Co prawda znam tylko jednego prawdziwego westmana, ale on z pewnością nie używa słowa „przechadzka”. Poza tym on nie towarzyszy damom zabawiając ich rozmową, bo nie ma czasu. Ani ochoty. A damy i tak za nim przepadają. Jako że nie jestem damą, to czasem słowo ze mną zamieni, pochwali ciasto, kawę nawet zrobi. Ale kiedy usłyszę z jego ust „przechadzka” – padnę trupem.

Takie uczciwe oczy może mieć tylko człowiek o czystej duszy, szczerym sercu, niezłomnym charakterze i ogromnej prostocie uczucia. Takim był właśnie Winnetou.

Jeśli ktoś taki, jak Winnetou zasiądzie wśród Was przy świątecznym stole — to wielkie szczęście.

Tylko Winnetou mógł wpaść na pomysł zjawienia się w holu hotelowym na koniu. Był tak świetnym jeźdźcem, że nie uszkodziłby ani jednego stołu, ani krzesła, nawet gdyby były zrobione ze szkła.

O, zazdrość. Dzięki temu cytatowi wiem, do czego mogę dążyć w swej nauce jeździectwa.

Niech mój brat nie śmieje się z głupoty tych ludzi, a raczej niech współczuje im. Winnetou pójdzie obejrzeć stajnię. Chodźmy!

Szłabym.

Życie bladych twarzy jest  jakimś niepojętym dziwactwem.

Nic dodać. Często w Boże Narodzenie.