O ekonomii i o wydawaniu w stylu eko no-name. Czyli jak mi się wydaje, że nie wydaję kasy

Wydaje mi się w ostatnim czasie bardzo dużo oszczędzam. Albo przynajmniej: nie wydaję. Na przykład na samego fryzjera nie wydałam 160 złotych. Nie mówiąc o stylizacjach z Instagrama (nawet w przyjaznych cenowo sieciówkach trzeba wydać na takie looki 100-200 złotych). Albo o matchy z matcharni, która nawet nie wiem, ile tam kosztuje…

Pozostaje pytanie, czy kiedy człowiek nie wydaje na to, na co teoretycznie by mógł to… oszczędza? Zarabia? Po prostu: nie wydaje?

Ależ ktoś tu miał pomysł z tą huśtawką leśną!
Ognisko na wydmie mazowieckiej. Sosny pachną na niej jak te nadmorskie

Tematy do rozmowy (z kimś bliskim lub samą sobą)

  • Ile w ostatnim miesiącu oszczędziłaś na czymś, na co mogłabyś wydać kasę według innych, ale wg siebie – nie było to konieczne? (fryzjer, paznokcie, matcha, Malta, ciuch/y, zabiegi medycyny estetycznej, perfumy, torebki YSL/Chanel itp)?
  • Ile powinnaś zarabiać, żeby cię było stać na zaspokajanie nieograniczonych potrzeb?
  • Z czego wynikają Twoje nieograniczone potrzeby: z przyczyn wewnętrznych, czy raczej za sprawą zewnętrznych (Instagram i inne social media, reklamy, trendy, mody)?

Tydzień bez książkowych zakupów

Książkowe zakupy na majówkę (co właśnie trwa) to oczywiście: kiełbasy, karkówka, wipo, żeberka może, brykiet, nie wiem… W tym roku u nas tylko kiełbasy, bo bezgrillowo za to z ogniskiem na wydmie. Leśnej. Paczka kiełbasy, buła wrocławska, keczup. Budżetowo? Ba! A na bogato. Czy bardziej eko niż z podpałką i tonami mięsa? Na pewno bardziej tak, jak dawniej…

W ogóle sporo też nie wydałam na wyjazd na długi weekend. Z prostego powodu: wyjazdy zaplanowane li i jedynie w promieniu 10 km. Do stajni w jedną stronę 5 km nawet, więc blisko bardzo. Tak się złożyło, że odkąd jest ukochana klacz Sonata to dalej wyjeżdżam sporadycznie i najwyżej na 2 dni. Żadnego zwiedzania, żadnego Dubaju, Malty, Tajlandii ani Trójmiasta… O: i to, co bym wydała na te wycieczki mogę spokojnie wydawać na stajnię Sonatkową. I w tej sytuacji pewnie kasowo wychodzę na zero.

Ale już tak dosłownie, to rzeczywiście: w ostatnim tygodniu nie wydałam ani grosza na książki. A nie miałabym problemu, żeby wydać, o nie. Lekką ręką 200 złotych mogłabym wydać. W tym przypadku chyba jednak nie oszczędziłam, bo co się odwlecze to… wiadomo co. Na książkach udaje mi się oszczędzić jedynie na przesyłce. Dlatego kupuję w jednej księgarni, szukając najpierw najkorzystniejszych cen. Z drugiej strony – kupując w ten sposób, w życiu oszczędziłam już chyba całkiem sporo. Urywając tak 20 złotych za każdym razem – co piąte szaleństwo zakupowe mam jak w gratisie.

Ekonomia w stylu eko no-name

W ekonomii w grę wchodzi gospodarowanie ograniczonymi zasobami (dlaczego nie środkami? Bo środki są kurze w ubojniach drobiu) i nieograniczone potrzeby. Moje gospodarowanie kasą opiera się na ograniczonych zasobach (przypominam, że przez ostatnie pół roku zarabiałam w dużej redakcji mniej niż pomoc kuchenna) i… ograniczonych potrzebach. Chociaż z mojego punktu widzenia nie są one ograniczone. Dla mnie to luksus: poruszać się rowerem i konnno, przy pracy zdalnej i odpoczynku w stajni.

Brnąc w tę swoją nie nazwaną ekonomię w stylu eko… Skoro nie siedzę u fryzjera – oszczędzam nie tylko setki złotych ale i prąd z fryzjerskich suszarek i wodę do mycia włosów. Wiem, że konieczne jest mycie włosów u fryzjera, ale boli, że przed wyjściem do tego fryzjera myłam już włosy i przelałam hektolitry wody, a tu pani znowu… Włosy do pasa płucze się długo, tak jak suszy. Od maja w domu zawieszam sezon suszarkowy do września/października.

W związku z ograniczonymi potrzebami spożywania i ubierania – nie wydaję na to krocia. Nigdy nie jadłam dubajskiej czekolady, nigdy nie piłam matchy, nie mam nic w odcieniu yellow butter ani cloud dancer… A mimo to funkcjonuję sobie w najlepsze w ekosystemie i czuję się obrzydliwie bogata. To jest dziwna ekonomia, wiem 😀 Ale przecież każdy ma jakieś swoje metody na pogodzenie tego, co ma z tym, co jeszcze by chciał mieć 😀

Nigdy nie zobaczę wielu miejsc na świecie. Ale chcę widzieć lasy z jej grzbietu