Jako osoba, która w 2000 skończyła 18 lat, o latach 90. wiem całkiem sporo. I nie jestem jedyna. Gdyby tak na jeden weekend przenieść się w czasie, to… co?
No, jeśli chodzi o jedzenie to na pewno żadnych diety nie wchodzą w grę. McDonald – o. Albo frytki i hamburgery z różnych małych barków, zapiekanki z budek. I to, co domowe. I sezonowe (bo to, co w sklepach a niesezonowe to drogie jak diabli). A napoje? Oj, im bardziej gazowane, tym lepiej.

Filmy z lat 90, które oglądaliśmy chyba wszyscy
Allie McBeal, Miasteczko Twean Peaks, Z Archiwum X. Policjanci z Miami. Gliniarz i prokurator. I mój ukochany Przystanek Alaska. Tyle jeśli chodzi o seriale. A filmy? Matrix, Pulp Fiction, Titanic, Park Jurajski – zależy na jaki nastrój masz ochotę. Kurczę, właśnie zdałam sobie sprawę, że chyba nigdy tak często nie chodziłam do kina tak często jak w latach 90. Nie tylko na hity (Ogniem i mieczem), ale i na Tarzana, Zakochanego Szekspira, Frankenstaina…
A co by tu zanucić jeszcze raz?
To też zależy. Osobiście byłam team Nirvana. Co nie znaczy, że jak jechaliśmy do liceum samochodem ojca kolegi, to nie dudniło na cały regulator How much is the fish (Scooter), a jakoś pod koniec dekady Freestyler (Bomfunk MC’s). A wcześniej… ok, w wieku swojej córki słuchałam New Kids On The Block. Ale jak już wolałam Nirvanę i Hey (o, Katarzyno Nosowska – bez Twojego głosu nie działa się żadna klasowa ani biwakowa dyskoteka), to z lekkim takim pobłażaniem odbierałam Kelly Family czy Backstreet Boys, nie mówiąc o Britney.
Co się czytało w latach 90.? Nie tylko „Alchemika…”
Alchemik to był hit nad hity, ale potem. W podstawówce Astrid Lindgren, Lucy Maud Montgomery, Małgorzata Musierowicz. A potem to chyba wszyscy czytali tego Alchemika i części Wiedźmina. W szkole średniej rzuciłam się na klasykę literatury rosyjskiej. I wiedziałam już – czytając Myśliwskiego, Tokarczuk, Pilcha, Gretkowską, Masłowską, że… literatura może być taka różna.
Co założyć, żeby poczuć się jak w latach 90.? A czym pachnieć?
Flanelową koszulę. Za dużą najlepiej. Vansy albo martensy. Albo trampki po prostu. Czarną koszulkę z ulubionym zespołem. Jeansy. Z tego czasu pochodzi też Masumi Coty (lubiłam niebieskie). Chanson d’eau. A mój ukochany zapach Chipie Coty – już nie do dostania – pozostał i pozostanie – najpiękniejszym zapachem perfum na świecie. Na inne niż Coty nie było kasy, ale żadne Diory, Chanele, a nawet niszowe Kiliany nigdy tak nie pachniały jak Chipie… Kupowany w osiedlowej drogeryjce (Rossmannów ani Sephor nie było w moim mieście).
Weekend w stylu lat 90: co jeszcze jest ważne
Nie wiem jak Państwo, ale ja pierwszy telefon dostałam na 18 urodziny, w 2000 roku. Tak, sporo osób już miało wtedy swoje Nokie 😀 Ale jaki internet w telefonie? Jakie zdjęcia telefonem? Nic z tych rzeczy… Trzeba byłoby więc na weekend olać social media, cykanie fotek, wszystko to, co tam podsuwa Google Discover… I to by było na tyle z rzeczy, które przychodzą mi do głowy w pierwszych kolejnościach. Tego wszystkiego na pewno było więcej, dużo więcej…
Tematy do rozmowy (z kimś bliskim lub samą/samym sobą)
- Twój ulubiony film lub serial z lat 90 to…?
- A ulubiony zespół lub piosenka z lat 90?
- Ukochana część garderoby, perfumy, fryzura z lat 90 (własna lub u kogoś) to co?
Najnowsze komentarze