Manifestować to teraz nie znaczy protestować, tylko… przyciągać. To, czego się chce, pragnie, żąda. Są tacy, którzy wierzą w to bardziej niż w modlitwy. I są tacy, którzy uważają, że to może się sprawdzać, bo w końcu wiara czyni cuda. Ale czy każdy powinien (móc) manifestować?
Między wypiekami, sprzątaniem, wizytami u Sonaty i przyjmowaniem wielkanocnych gości – zalegałam na kanapie toczona przeziębieniem. Wśród dialogów w relaksujących serialach i programach, jakoś na plan pierwszy wybijał się ten krzyk o wymanifestowaniu. Że tylko dzięki niemu dziewczyna manifestująca dalej jest w raju. A potem, skrolując fejsa zobaczyłam art Twojego Stylu z 2022 o pomarańczowej książeczce. Ten odgrzewany kotlecik to już był znak, żeby przyjrzeć się bliżej temu bliżej.

Manifestować znaczy przyciągać
Najlepsze jest to, że jak rozumiem – nie trzeba manifestować czegoś świadomie, żeby to przyciągać. Ponieważ jeśli manifestujesz (swoim zachowaniem, słowami, mową ciała, myślami) smutek, lęki, czarne scenariusze – to je przyciągasz. Dlatego podobno lepiej jak ich miejsce na transparencie (czyli twarzy, postawie, słowach, myślach), zajmie coś innego. To, na czym ci zależy. Żebyś właśnie to „przyciągnęła”. Czy możliwe, że przeziębiając się na Wielkanoc sama jestem sobie winna, bo to sobie wymanifestowałam? Na nieświadomce? No, nieźle.
Przyciągnęłam więc Śmigus Dyngus w pustym domu. W którym chodzę teraz tylko ja i pralka. I suszarka. Dalej oglądam „Młode Gliny” i „Hotel Paradise”. Nikt nic ode mnie nie chce. Może jednak wiedziałam, co manifestuję? 😉
Manifest sprzed lat przegrał z Labubu
Dobra, ale cofnijmy się w czasie. Trwa pandemia, modelka w czarnej maseczce wychodzi i trzyma pomarańczową książeczkę Manifest autorstwa Roxie Nafousi. Wrzuca to w Insta i… wg Twojego Stylu – ta książeczka najmodniejszy dodatek sezonu 2022. Redakcja trzyma się tego nawet cztery lata później, wrzucając na Fejsa odgrzewany kotlecik o Manifeście. Szczerze mówiąc – świetnie, bo w dzięki temu dowiedziałam się o tej książeczce. I zajrzałam na profil Roxie Nafousi, która chyba nie przestała manifestować dobrych rzeczy. Chociaż jej książeczka wcale nie wygrała z Labubu jeśli chodzi o modne dodatki do stylizacji… Musi ci od Labubu manifesowali lepiej. Nieważne, bo nie wygląda na nieszczęśliwą. Ani na niedomanifestowaną. Przeglądam, przzeglądam i takie znalazłam, co…. Teraz należy napisać: nie wiem, kto potrzebuje to przeczytać, ale:
7 afirmacji manifestowania wg Roxie Nafousi
- Jestem godna/godny wszystkiego, czego pragnę
- Nie gonię – przyciągam
- Moje przekonania tworzą moją rzeczywistość
- To, co jest mi przeznaczone, mnie nie ominie
- Jestem otwarta/otwarty na wszystkie możliwości
- Jestem gotowa/gotowy na obfitość
- Staję się osobą, którą zawsze miałam/miałem być
A w telegraficznym skrócie? To 3 prawa:
- prawo przyciągania: przyciągasz to, czym „wibrujesz”, czyli jaki masz vibe, na wdzięczność, radość, miłość i zaufanie (od tego rośniesz) czy raczej: smutek, wstyd, uraza, strach (od tego się kurczysz)?
- prawo założenia: jeśli zakładasz, że… to tak właśnie się dzieje,
- prawo odpuszczenia: nie chodzi, żeby olewać, obojętnieć, ale… pozwolić sobie na pożegnanie z presją i napięciem.
Mam tylko nadzieję, że na Manifest lub konto Roxie nie trafi nikt, komu przyjdzie do głowy: być jak np. Donald Triumf. Lub któryś z czarnych charakterów w stylu aresztowanych przez Młode Gliny.
Tematy do rozmowy:
- Czy każdy powinien (móc) manifesować?
- Czy manifestowanie to coś, co zastąpi/ło nam modlitwę?
- Czy znasz przykłady z życia, które potwierdzałyby słuszność prawa przyciągania, prawa założenia czy prawa odpuszczenia?
Najnowsze komentarze