Marzec minął jak jeden dzień. Czy trzeci miesiąc roku 2026 minął jak trzeci dzień roku 2026? W pewnym sensie tak. Trwał tylko co mgnienie. A to nie koniec.
Też było sprzątanie (wiosenne porządki, powiedzmy). Też impreza (w tym samym prawie składzie co 3 dnia roku). W sumie było też uzdrowiskowo, bo udało się wyskoczyć na Mazury. I przy kominku tam posiedzieć (a dokładnie rzecz biorąc: przy kozie). I Sonata taaaka miła… Choć oczywiście nie wszystko i nie zawsze było instagramowe.

Zaczynam coraz bardziej wierzyć w tę wróżbę. Choć nie wszystko dało się przewidzieć
Zwłaszcza jeśli dzień roku odpowiadający miesiącowi jest przemiły – to wróży bardzo dobrze. I może człowiek się jakoś tak dobrze nastawia? Jako że 3 stycznia udał się bardzo, z marcem nie mogło być inaczej. Powtarzaliśmy wtedy sylwestra. A w marcu – impreza urodzinowa Dzieciaka. Udał się i wyjazd na Mazury, w pierwszy wiosenny weekend. A i rowerem do Sonaty to już sama przyjemność cisnąć. Promienie słońca ciepłe. Zero nudy, bo wciąż coś. Może nawet za dużo tego dobrego. Nowe koszule w kratę, ładna sukienka, suoer kalosze. Tyle kwiatów (nawet stokrotki w Lubawaie), te czerwone grzyby czarki, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
Ale np. nic nie wskazywało, że zobaczę sześć wyrzuconych na brzeg martwych płastug bez mózgu i oczu. Ani że wciąż tak bardzo wciąż nie będę lubić zmiany czasu. Ani że oczywiście, że zaliczę przesilenie – nicmisieniechcizmem i zasypianiem tuż przy położeniu głowy na poduszce (bez czytania czegokolwiek).
A książki kupiłam i… okazało się, że przyjdą w kwietniu. Chciałam Jak wychować zająca poczytać przed świętami. A z tymi koszulami to też: pierwszy raz (i to dwa razy z rzędu) okazało się, że sprzedające przestały zawracać sobie głowę vinted.pl i olały, że ktoś kupił. Może jakieś ważniejsze sprawy się działy, niż finalizowanie transakcji. W sumie pierwsze co przychodzi mi do głowy, to, że bardzo dużo osób w marcu umiera. I w tym też: ojciec kolegi, matka koleżanki, Chuck Norris, Wiesław Myśliwski.
3 stycznia Sonata była przemiła, w 3. miesiącu roku – przeczuła się stała
A czy ja ostatnio pisałam, że Sonata jakaś nieczuła się stała (O tym, jak ważący tonę koń uczy sztuki relacji. Ucieczką w bratki też)? O, do pierwszych swędzących potrzeb drapania, czesania. Zimowa sierść dopiero wypada, ciepło się robi, piasek też swędzi. Tak oto zaczęła się podstawiać łbem do drapania miejsc wołających o chwilę zapomnienia pod pazurami lub szczotą. Aż to-to oczy zamyka, zamyka… Czasem łeb kładzie i on coraz cięższy, cięższy… Zasypia, odjeżdża – tak jej błogo. A jaka delikatna potrafi teraz być. 1/8 kroczka potrafi dać. Muskać noskiem. Muskać uszkiem. Muskać rzęsą. Normalnie 900 kg subtelności, jakiej świat nie widział.
Tematy do rozmowy (z kimś bliskim lub samą sobą)
- Czy w marcu stało się coś, czego nikt nie mógł przewidzieć?
- Czy łatwiej jest sobie poradzić z własnymi czy cudzymi objawami przesilenia wiosennego?
- Jakie trzy rzeczy, które stały się w marcu były najmniej instagramowe a które najbardziej?
Najnowsze komentarze