Wielkanoc to nie tylko modne serniki i sukienki. To także bardzo stara tradycja wiary w to, że dobro jednak potrafi zwyciężyć nad złem. Że coś, co wydaje się skończone, może się zacząć od nowa.
W literaturze to widać bardzo wyraźnie. W Wichrowych Wzgórzach brak wybaczenia nie daje ulgi, tylko zamyka bohaterów w więzieniu z gniewu. U Andersena wystarczy odłamek lodu w sercu, żeby wszystko widzieć krzywo. A w świecie Kubusia Puchatka nikt nie prowadzi długich rachunków krzywd i… może dlatego tam wszystko jakoś tak miękko się układa?
W okolicach Wielkanocy często wraca temat wybaczenia. Nie tylko wybaczenia innym. Także sobie. Ale z wybaczaniem jest pewien problem. A właściwie dwa. A tak naprawdę tyle, ile nas, ludzi.

Dwa sposoby rozumienia powodu, że coś poszło nie tak
W bardzo dużym uproszczeniu ludzie dzielą się na dwa typy.
Pierwszy to ci, którzy gdy coś idzie źle, natychmiast zaczynają szukać winy w sobie. Jeśli coś się nie udało – to dlatego, że mogli zrobić więcej, lepiej, wcześniej, mądrzej. Jeśli coś się rozpadło – to dlatego, że gdzieś popełnili błąd. Jeśli coś nie wyszło – to pewnie dlatego, że nie byli wystarczająco dobrzy. Drugi typ to ludzie, którzy winy szukają raczej na zewnątrz. W innych ludziach, w okolicznościach, w pechu, w systemie, w pogodzie, w czasach, w świecie.
Każda z tych postaw ma swoje minusy. Ale też – co ciekawe – swoje plusy.
Ci pierwsi zwykle lepiej radzą sobie z życiem, bo mają poczucie wpływu. Czują, że dużo od nich zależy. Że mogą coś zmienić, poprawić, usprawnić, czemuś zapobiec. Psychologowie mówią o tym jako o wewnętrznym poczuciu kontroli.Ale jest też druga strona medalu. Kiedy coś się nie udaje, tacy ludzie potrafią walić w siebie jak w bęben. Bez litości i przerwy. I bardzo trudno jest im sobie wybaczyć.
Tymczasem ludzie z drugiej grupy – choć łatwiej zrzucają winę na świat – czasem latami potrafią nosić w sobie gniew do innych. Pamiętać krzywdy, rozgrzebywać je, wracać do nich myślami. Wciąż i wciąż. I jest taka pozorny spokój w tym wszystkim, nagroda w postaci cukierka, usprawiedliwienia braku aktywności (piję, bo miałem trudne dzieciństwo; nie pracuję, bo dobrą pracę można znaleźć tylko po znajomości; poddaję się, bo inni to albo tamto). Winni są inni.
Osoba nienawidzona traci mniej niż nienawidząca?
Życie w złości albo pogardzie wobec kogoś (lub czegoś) bardzo rzadko szkodzi tej osobie (lub jakiejś partii, firmie, systemowi). A już na na pewno dużo częściej szkodzi temu, kto tę złość nosi. Przecież tamta osoba często nawet o tym nie wie. Albo dawno o wszystkim zapomniała. Albo – mówiąc brutalnie – ma to po prostu gdzieś.
Natomiast człowieka, który nosi w sobie gniew, potrafi to zjadać od środka latami. Czy tacy hejterzy w internecie to szczęśliwi, spokojni ludzie? Czy nie lepiej by było, gdyby nie czuli tej potrzeby wylewania z siebie tego wszystkiego? W tym sensie wybaczenie nie jest prezentem dla kogoś. A raczej dla siebie.
Nie oznacza udawania, że nic się nie stało. Nie oznacza zgody na krzywdę. Nie oznacza, że ktoś miał rację. Chodzi o to, żeby się uwolnić od destrukcyjnych uczuć. A za rogiem Wielkanoc. Święto wiary w cuda. I święta nadziei. Że życie potrafi wrócić tam, gdzie wydawało się, że już nic nie ma. Czy łatwo wyobrazić sobie piękniejszą okazję do tego, by odpuścić nienawiść, pogardę, żal do kogoś? Lub do siebie.
Komu najtrudniej wybaczyć?
Nie wiem. Każdy z nas ma swoją historię, a w niej swoich bohaterów.
Ci z nas, którzy częściej obwiniają siebie – będą mieć pewnie problem z wybaczeniem sobie. A ci z nas, którzy obwiniają innych – będą mieć problemy z wybaczeniem ojcu, matce, byłemu, byłej, etc. W każdym razie, fajnie by było, gdyby ta Wielkanoc przypominała raczej Kubusia Puchatka niż Wichrowe Wzgórza. Czy nie?
Tematy do rozmowy (z kimś bliskim lub samym sobą):
- Więcej znasz osób, które obwiniają za wszystko (większość) innych (lub okoliczności) czy siebie?
- Znasz przykłady z życia, według których nienawidzącemu żyje się z tym uczuciem łatwiej niż osobie, której nienawidzi?
- Komu trudniej wybaczyć: sobie czy innym i od czego to zależy?
- Czy Wielkanoc może być symbolicznym momentem, kiedy łatwiej odpuścić, wybaczyć, zaakceptować to, co się stało i iść dalej?
- Czy jest coś, czego nigdy byś nie wybaczył/a sobie a czego innej osobie?
Temat przyszedł mi do głowy podczas lektury książki O czym kłamią myśli Izy Maliszewskiej.
Najnowsze komentarze