Poradnik rozwoju osobistego, pisania i wędkowania w jednym. A tak naprawdę Klasyka zamiast poradnika

Już w 1889 roku pojawiła się książka, która spokojnie może służyć jako poradnik rozwoju osobistego oraz poradnik dla wędkarzy jednocześnie. Można powiedzieć, że na jej kanwie powstały potem całe stosy poradników. A serio, wystarczy przeczytać tę jedną pozycję z klasyki literatury, by uświadomić sobie tak wiele.

Choć to książka komediowa, którą czytając, można wziąć za współczesną – sporo w niej z poradnika. Wyjątkowo sporo. I nie chodzi tylko o to, że poprawia humor.

Poradnik rozwoju pewności siebie i kochania siebie

Przede wszystkim na jednym z jej wątków powstało miliony rolek na temat przerwania toksycznego związku. Chodzi o jedno zdanie. Dzięki któremu smutne losy kobiet mogłyby przybrać zupełnie inny obrót. Chodzi o te, które związały się z toksykiem, manipulantem, narcyzem, łajzą, whatever.

Kochała i została oszukana, a może sama się oszukiwała.

Jak sądzę można też zastować to w sytuacji, gdy poszkodowanym jest mężczyzna. Który związał się z kobietą toksyczną, manipulatną, narcyzją, łajzą, whatever.

Kochał i został oszukany, a może sam się oszukiwał.

Poradnik dobrego pisania dla przyszłych pisarzy

Żeby doprze pisać, trzeba dużo czytać. Najlepiej klasyki literatury. Inaczej – bez talentu i oczytania – trzeba płacić krocie za selfpulishing. Czytając klasykę literatury można więc nie tylko sporo się nauczyć, ale i oszczędzić masę kasy.

W książce, o której mowa znajdziemy mnóstwo akapitów, których analiza pozwoli na „rozgryzienie” różnego rodzaju metod chwytania czytelnika za serce. Nawet jeśli chodzi o opisy przyrody. Tak, naawet. Poszerzy słownictwo, pokaże jak malować słowem i działać na wyobraźnię. Co jest niemożliwe, gdy pisarzowi zależy na porzuceniu stylu szkolnych wypracowań pisanych przez AI.

Rzeka – gdy słońce błyska na roztańczonych falach, ozłaca szarozielone pnie buków, prześlizguje się po mokrych ścieżkach w lesie, goni cienie na mieliźnie, rozrzuca diamenty z kół młyńskich, śle pocałunki liliom, swawoli..

Nawet jeśli przyszli pisarze nie lubią opisów przyrody, to zawsze przyda się gdzieś swoich bohaterów pokazać – czy to w domu, czy w kawiarni. I to jest wymagające od pisarza, uważam.

Poradnik dla wędkarzy. Podobno wszyscy dobrzy wędkarze znają tę metodę doskonalenia się w pasji

Wreszcie – jest to poradnik dla wędkarzy. Jest tu też o tym, kto w ogóle ma zadatki na świetnego wędkarza. Otóż osoba leniwa i z wyobraźnią. Nic więcej nie trzeba. Ponieważ jeśli chodzi o sukcesy w wędkowaniu wystarczy – opowiadając o nich – mnożyć swoje osiągnięcia razy dwa lub razy trzy, lub dziesięć – zależy od osiągnięć.

Scena z oberży, gdzie X wędkarzy przyznawało się do złowienia okazu, który dumnie prezentował się na ścianie – wyborna. Nawet właściciel szynku się uśmiał, na wieść o tym ile ludzi mówiło, że to oni są złowili. A to przecież on (przecież inaczej ryba nie wisiałaby na ścianie jego knajpy). Sęk w tym, że kiedy okaz niechcący został strącony ze ściany okazało się, że jest z gipsu.

Ta książka to oczywiście Trzech panów w łódce nie licząc psa Jerome K. Jerome. A pies jest rasy fokserier.