O grze pozorów wśród zwierząt (i nie tylko)

Często jest tak, że w książkach znajduję fajną dopowiedź na to, co mi się kręci przed oczami w sieci. Ostatnio o tych zwierzętach, które w toku ewolucji nauczyły się, że gra pozorów ma sens. A na pewno dużo większy niż niechciane kontakty z innymi osobnikami.

Wilki, niedźwiedzie, dziki, rocznice. I ostatnio, czytając Młodej Dziki poradnik gadania znalazłam fajną klamrę. W rozdziale dotyczącym komunikacji możliwej dzięki zmysłowi wzroku. A konkretnie temu puszeniu się, udawaniu większego i bardziej srogiego niż się jest.

Po pierwsze: unikać niechcianych kontaktów

Demonstracja siły – tak. Atak – nie. No chyba, że w ostatecznej ostateczności. Zwierzęta przez lata ewolucji nauczyły się, że atak i bójka mogą skończyć się źle. Nawet jakaś mała ranka może zmienić się w jątrzące się nieprzyjemności.

Zwierzęta, które wchodziły w niepotrzebne konfrontacje, same się wyeliminowały z puli genowej – nie doczekały się potomstwa, bo zginęły. Przeżyły te, które nauczyły się unikać niechcianych kontaktów.

– świetnie napisane uważam. W punkt. I dlatego jak za bardzo nie będziemy lekceważyć sygnałów „jestem groźny”, żadne zwierzę do nas, ludzi nie będzie się pchać z zębami i pazurami. Instynkt mówi mu, że to bez sensu. Wbrew naturze.

Niech się puszą, prężą, stają na głowie?

W związku z klikalnymi doniesieniami o pożarach, rocznicach i w ogóle sytuacji politycznej – żeby się uspokoić, zawsze będę sobie to przypominać. Że w dużej mierze chodzi przecież o pokaz. Demonstrację sił. Straszenie. Ten, co się pręży, puszy i staje na palcach – najczęściej nie ma innego wyjścia, bo się boi, że jest za mały i nikt się z nim nie liczy.

I super. Niech staje choćby na taboret i ujada. Jeśli ma instynkt – odpuści. Jeśli nie – jego geny daleko nie zajadą.

Pomijając wodzów różnych państw, znam parę takich osób, które udają drapieżne, groźne, srogie. Jednocześnie w bliższy kontakt wchodzą tylko z tymi, którym mogą się wypłakać, że to wszystko ze strachu i bólu.

Chciałabym napisać, że po drodze nigdy nikogo nie skrzywdziły, ale to nieprawda. Z jednej strony – zbliża je to do wyeliminowania się z gry. Z drugiej – zdążyły się dać we znaki. Ale może to cena, którą musimy zapłacić za lepszy świat?

W każdym razie trochę już lepiej rozumiem tych, którzy nie są specjalnie społeczni. Oni po prostu – dla komfortu ciała i ducha – unikają niechcianych kontaktów.

Nie wiem tylko, czy współczesne dzieci i młodzież, które wg raportów nie potrafią w mowę ciała w relacjach międzyludzkich (bo dużo czasu „w telefonie”) – będą umiały rozpoznawać prawidłowo „gry pozorów”. Czy może będą w tym mistrzami (bo dużo czasu „w telefonie”, przede wszystkim w social mediach).