Biała czapla (i o życzeniach na ostatni tydzień białego lutego)

Dziś widziałam białą czaplę. W locie. Kaja też. Ty Sonatko nie, boś sianem zajęta była. Nie pokażę ci nawet jej zdjęcia, bo żadna z nas – Kaja ani ja – nie sięgnęła po telefon.

Zagapiłyśmy się w tym pięknym widoku i tyle. Wyglądała jak wielka mewa, z ogromymi, śnieżnobiałymi skrzydłami. Tam u ciebie dużo się dzieje takich spotkań: sarny, dziki, lisy tańczące, biała mewa. Dla ciebie to może nawet norma. To dobrze. A już bardzo dobrze, że nie masz telefonu i że nigdy ci go nie kupię.

Sól himalajską, może piłkę dużą, może hula hop, na pewno jeszcze dziesiątki porwanych ogłowi – tak. Ale telefonu nie. A ty nie będziesz miała o to ani krzyny żalu, wiem. Tak, jak miałabyś żal, gdybym wplotła ci w grzywę jakąś fotopułapkę. Spokojnie, nie zrobię tak.

W ostatnim tygodniu zaczął się chiński Rok Konia, a przez nasze okno na Mazowszu widać było księżyc w nowiu. O nowym początku świadczy też, że jeszcze wczoraj wcale się z ciebie sierść nie sypała, a dziś… Każdy głask zdejmował garść włosia. Podobno inne konie jeszcze bardziej gubią sierść i to odkąd ustały te wielkie mrozy.

Z okazji ostatniego tygodnia (wciąz jeszcze nieco białego, ale już nie tak jak tamta czapla) lutego, Sonata i ja życzymy wszystkim (i sobie samym też), by obfitował w chwile, w których nie opłaca się sięgać po telefon, żeby nie stracić pewnych cudownych sekund z życia. A po nim – żeby taka cała wiosna. Która – leci już jak na skrzydłach.

Jak jutro przyjdę, to pochodzę trochę po łące, może znajdę pióro tej białej. Może Sonata ze mną połazisz? To byłoby coś! Gdybyście nam tego, nasi mili, życzyli – byłoby najmilej.

PS. Biała czapla to symbol harmonii z naturą. Jej biel i lot symbolizuje też boskiego posłańca. Podobną symbolikę ma biedronka siedmiokropka. A odkąd pamiętam, Coccinella Septemmaculata, jej łacińska nazwa, to źródło, z którego czerpię zdrobnienia na Sonatę: Koko, Kocia, Kocionata.