Betoniarki nie do chałwy niech nie oczekują chwały

Też bym wolała, żeby na świecie nie było ani jednej betoniarki. Sonatko, ty nawet nie wiesz, jak trafne są twoje obawy przed tym pękatym żelastwem. A nawet nie widziałaś, jak się kręci. Ani wielkiego miasta, ani wielkich ulic, które tym z niej betonem zalało i zamarło.

Już tyle razy szłyśmy na plac, a ty dalej swoje. Dopiero dziś przyszło mi do głowy, że może chodzić o betoniarkę. Stoi dokładnie tam i wtedy, kiedy masz lepszy pomysł pomysł niż ten plac. I się wyrywasz w zupełnie innym kierunku. W końcu i tak na ten plac docieramy, czasem za drugim razem, czasem za trzecim. A czasem nawet za pierwszym, ale rzadko.

Gdyby tak zamiast betonu – chałwa

Też bardzo nie lubię maszyn (ani małych, ani dużych), bo mam wrażenie, że – w przecwieństwie od mniej skomplikowanych narzędzi – oddalają nas od świata i siebie nawzajem. Niby ma być prościej i szybciej, żeby być szczęśliwszym, a wcale tak nie jest, Sonata. O wiele lepiej byłoby, gdyby takie betoniarki (skoro już musiałyby istnieć) służyly do produkcji chałwy.

Kuuurde, Srebrzynek (ten osiołek) mógł jeść ze swoim poetą wszystko – figi, arbuzy, mandarynki… My możemy jeść razem tylko marchewkę i buraki. A chałwa to jest dopiero coś, mówię ci… Choć ma brzydszy kolor od marchewki czy arbuza, to jest jeszcze słodsza. Tak, jeszcze słodsza niż młoda trawa, sto razy bardziej.

Już niedługo będziemy spędzać czas na łące, gdzie będę ci towarzyszyć pogryzając kruszącą się chałwę. A ty soczyste młode źdźbła. I tak będzie pewnie najlepiej.

Ty nie jesteś osłem, a ja poetką

Ale na szczęście nie jesteś osłem, jak Srebrzynek. Jesteś gniada, nie srebrna. Ale mięciutka też – zimą puchaciejesz jak miś brunatny. A chrapy przez cały rok – od lutego, do lutego – masz najbardziej aksamitne na świecie. Specjalnie dotykam ich u innych koni i wiem, że żaden nie ma bardziej aksamitnych. Masz też największy łeb ze wszystkich koni, które widziałam. I brzuch. I kopyta. I zad. I oczy. I rzęsy.

A ja na szczęście nie jestem poetką. Nie umiem w takie porównania jak właściciel Srebrzynka. Tyle tylko, że wolę być za miastem niż w wielkim mieście, gdzie cień rzuca tylko beton na beton. A od wiatru chroni tylko pleksi albo też beton. I gdzie nie pachnie. I gdzie nie jest cicho, o nie. I gdzie życie tak naprawdę jest dużo bardziej twarde niż na dawnej wsi. Mimo że są dentyści, terapeuci i dużo sklepów – to myślę, że wcale nie pomaga, Sonata.

Dziś sprawdzimy, czy mam rację z tą betoniarką i że to ona cię tak denerwuje, dobra? Wiem, nienawidzisz propozycji, sto razy bardziej wolisz decyzje, które podejmuję, bo wtedy możesz się odprężyć i nie decydować. Sprawdzimy zatem, co z tą betoniarą. Nazwę ją głupią i kopnę, żebyś wiedziała, że ona tak naprawdę w ogóle nam nie grozi.

Do wpisu zainspirował Srebroń i Juan Ramón Jiménez