Chatka w lesie, czyli o aromaterapii i spełnionym marzeniu

Znowu to samo. Uczucie, które towarzyszy gdy człowiek tak bardzo chce, by marzenie naprawdę się spełniło. Dostałam od starego „Chatkę w lesie”. Kompozycję olejków pod takim pięknym tytułem i z takim pięknym opisem, że ja – stara wyjadaczka jeśli chodzi o opisy SEO i pod Discover – zaczęłam sobie wyobrażać cud.

„Chatka” przyszła, jest. Jeszcze nie rozpakowałam, bo się boję. A to odwlekałam, bo „jeszcze jeden artykuł ciachnę”, a potem „to jak napiszę szósty”, a potem „jak będę sama w domu”. Wszystko dlatego, żeby wciąż móc wyobrażać sobie, że ten olejek mnie nie zawiedzie.

Zawsze marzyłam o chatce w lesie

Chatka w lesie to było i jest moje marzenie, które właśnie trochę się spełniło. Właśnie taką – mistrzowską – nazwę nadał ekspert level hard kompozycji olejków.

Zapach lasu zamknięty w butelce 

  • Mieszanka najlepszej jakości olejków eterycznych 
  • Przeniesie Cię myślami do leśnej chatki  
  • Wprowadzi atmosferę relaksu i harmonii 
  • Stworzy świeżą i przyjemną atmosferę w domu  
  • Autentyczny zapach lasu sosnowego o poranku  
  • Podaruje Ci odprężającą kąpiel z leśnym aromatem  

Mieszanka do lasoterapii bez wychodzenia z domu zawiera olejki: cedrowy, sosnowy, cyprysowy, jałowcowy, copaiba i paczulowy. Jeju, czy ja kiedyś nie pisałam już tu o pomyśle na biznes zapewniającym kąpiele leśne bez wychodzenia z domu? Pisałam. Tak, jak o błogim miejscu, którym na pewno jest las i na pewno w dużej mierze na to, co tam pachnie…

Wyobrażam sobie zapach tej chatki w lesie jako: żywica sosny i drewno, świeżość aż świdrująca w nosie ale łagodna jednocześnie. Dlatego, że nie syntetyczna jak w mięta czy cytryna w detergentach. Czy nawet „leśna” w odświeżaczach powietrza. Takiej syntetyki po ciąży mój nos i układ pokarmowy nie znosi… Dlatego wciąż się boję, ale nie ma rady: trzeba się z tym zmierzyć i otworzyć wreszcie „Chatkę”.

Jak pachnie „Chatka w lesie”?

Pięknie. Tam na pewno suszą się zioła na jakieś maści. Pachnie nie tylko sosną… Ale na pewno ciepło.

Dlatego to raczej nie poranek w lesie, tylko właśnie w chatce w lesie. Świeży, rześki – tak i naturalnie delikatny, ale że las o poranku to już nie. Do leśnej chatki – tak, przenosi. I rzeczywiście – relaksuje.

Można sobie w tym zapachu marzyć i wyobrażać, że naprawdę jest się w takim drewnianym domku w sercu lasu. Gdzie jest sucho i cieplutko, choć skądś ta woń piwniczna też dobiega (pewnie paczula).

Można się położyć, proszę Was, wygodnie i wyobrażać sobie, że ta zima (wiosna, lato, jesień), co jest – dzieje się właśnie spokojnym wieczorem za oknem chatki, w którym pali się to lekkie, pomarańczowe światło.

No pięknie.

„Chatka” będzie ze mną chodzić wszędzie. Jak kopystka, czekolada i bidon z wodą.