To zdanie z serialu miało mnie chwycić za gardło? Zamiast tego poczułam ulgę

Zdanie z serialu, on do niej: „Przez te wszystkie lata nie było dnia, żebym o tobie nie myślał”. Zresztą pewnie w książce H. Cobena też jest takie samo, bo serial (polski) na podstawie jego prozy. A to fraza, która działa na wyobraźnię widzów. Mnie samej przez chwilę przyszło do głowy: damn, to możliwe, że jakbym spotkała gdzieś przypadkiem chłopaka z liceum, to on by powiedział do mnie to samo? A potem poczułam ulgę. Że tak by nie powiedział…

Tytułem wstępu: nie bardzo rozumiem polskich książek, których bohaterowie mają zagraniczne imiona. Ani polskich filmów (z polskimi bohaterami) na podstawie zagranicznych książek. Tak czy siak – obejrzałam serial „Zachowaj spokój” (polski, na podstawie prozy Cobena), a potem „W głębi lasu” (jak wyżej). Spokojnie, nie będę spojlerować.

Kadr z serialu „W głębi lasu”.

Młodość tragiczna, młodość filmowa

I w jednym i w drugim serialu o dramacie młodzieży występuje Paweł Kopiński i Laura Goldstein (tylko że w „Zachowaj spokój” już jako bohaterowie poboczni).

Zdecydowanie bardziej wolę „W głębi lasu”, bo…

Kurczę, Pawłe w latach 90-tych na koloniach w Kochanowie zakochał się w Laurze. I oni tam wszyscy naprawdę chodzili ubrani tak, jak my, latem, w latach 90-tych. I słuchali takiej muzyki. Te domki i ośrodek wypoczynkowy – dokładnie tak kiedyś wyglądały.

Choć nie rozmawialiśmy takimi monosylabami i spojrzeniami, tylko normalnie – dużo i wprost (choć może faktycznie – nie wszystko zawsze wykładaliśmy jak kawę na ławę) to…

… teoretycznie mogłaby też wydarzyć się mnie i moim rówieśnikom taka straszna historia. Albo podobna. W ciemnym lesie. Z zazdrością i miłością w tle. I zbrodnią. Na szczęście się nie zdarzyła. Pod tym względem było cholernie nudno i… spokojnie.

Oglądając ostatni odcinek „W głębi lasu” doznałam niebotycznej ulgi, że nie stało się nic, co mogłoby być materiałem na serial Netflixa. Albo sprawić, że przez ponad 25 lat codziennie myślę o kimś, z kim ta straszna historia mnie rozdzieliła, a potem znów zetknęła.

I chyba wolę tę swoją ulgę od pięknego zdania, którego nie usłyszę.
Wolę pamięć, która nie domaga się łez po 25 latach.

I odwiedzania ruin takiego ośrodka wypoczynkowego w głębi lasu – z kimś, o kim myślałam codziennie przez 25 lat mimo że życie (pozornie?) toczyło się dalej.

PS. A jak się obejrzy „W głębi lasu” i „Zachowaj spokój”, to latami można dywagować, kiedy łatwiej było o spieprzenie sobie (i/lub innym) życia – pod koniec XX czy w XXI wieku. Ulga, że swojej młodości już nie spieprzę jest fajna, ale jej brak w przypadku tej pewności, co do mojego (póki co 9-letniego) dziecka – już mniej.

Tematy do rozmowy (z kimś bliskim lub samą/samym sobą):

  1. Czy jest w Twojej przeszłości ktoś, o kim nie myślisz regularnie – i czy to jest ulga, czy rozczarowanie?
  2. Jakie zdanie z filmu albo książki brzmi pięknie, ale w prawdziwym życiu oznaczałoby raczej ciężar?
  3. Gdyby ktoś po 25 latach powiedział Ci: „myślałem o tobie codziennie przez te wszystkie lata” – co byś poczuł(a): wzruszenie, ulgę… czy niepokój?