Jakże dawno nie miałam w ręku książki, takiej w sam raz do czytania. I jeśli chodzi o ciężkość, i barwę stron, i czcionkę, i wielkość czcionki. Zresztą chyba po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że to ma aż taki wpływ na komfort czytania… Poza tym, choć jestem dopiero na 50 stronie – już wiem, że to książka, którą świetnie czyta się w cieple.
To nie jest klasyka literatury, ktoś prychnąłby wręcz „czytadło…” Ale mnie tak ujęła od pierwszych chwil tą wygodą w czytaniu… I tym, że na jednej stronie może się pojawić aż tyle nazw drzew, choć to nie leksykon. Że nie jest napisane „drzewa”, tylko, że: olchy, sosny, wierzby…
A dlaczego świetnie się ją czyta w cieple? Przez cały pierwszy rozdział główna bohaterka wędruje samotnie – w wielkim chłodzie. Niby wiosna zaczyna się rozkręcać, ale śniegi, lody, lodowate noce, rzeki do pokonania…

Luksus własnego, łóżka, koca i… luksus żalu
To, że czytając o tych przeszywających chłodach przeprzyjemnie leżeć sobie we własnym domu, we własnym łóżku i w ogóle to jedno. Jedno z pierwszych zdań, które sprawiły, że aż oderwałam wzrok od liter, brzmiało:
Wówczas nie płakała. Gdy odchodziła, jej życie było zagrożone i nie mogła pozwolić sobie na luksus żalu. Ale teraz, gdy ta bariera runęła, nic nie mogło powstrzymać jej od płaczu.
Rany: luksus żalu. Jakie to musi być straszne – nie móc pozwolić sobie na rozpacz. Tu akurat chodzi między innymi o rozstanie matki z małym dzieckiem, ale to wcale nie jedyna ze strat. Których nie mogła opłakać – ratując życie.
Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że żal można rozpatrywać w kategoriach luksusu. Że są przecież sytuacje, że człowiek naprawdę nie może pogrążyć się w żalu, bo… nie wiem? Wojna. Albo ratowanie tego, co się jeszcze ma. Sama nie wiem, co jeszcze, bo… W życiu miałam szczęście, że w każdej trudnej sytuacji mogłam sobie pozwolić na luksus żalu…
O zmianach. Koniecznych, by przetrwać
Akcja tej książki dzieje się w pradziejach, ale dużo w jej akapitach wycieczek antropologicznych i psychologiczno-ponadczasowych.
Był czas, gdy przeżycie zależało od przystosowania się do sposobu życia obcego jej naturze. Teraz zależało od przełamania uwarunkowań dzieciństwa i rozpoczęcia samodzielnego myślenia. Róg tura był początkiem i dobrze jej wróżył na przyszłość.
Róg tura odłamany od znalezionej czaszki miał odgrywać ważną rolę – to w nim zaczęła przenosić żar z ogniska, by nie musieć za każdym razem rozpalać ognia od początku. To było wbrew zasadom panującym w klanie, w którym żyła – przenosić żar mogli jedynie mężczyźni. Z tym, że przyszedł czas, że – skazana tylko na siebie – nie musiała się tym przejmować. Tego typu akapity sprawaiają, że tak bardzo się cieszę, że czytam tę książkę.
To oczywiście Dolina koni Jean M. Auel.
Tematy do rozmowy (z kimś bliskim lub samą sobą)
Kiedy ostatnio czytałaś książkę, która miała idealną wielkość, ciężar, czcionkę? Jaka była najwygodniejsza w czytaniu książka?
Znasz kogoś, kto nie mógł sobie pozwolić na „luksus żalu” bezpośrednio po utracie kogoś lub czegoś ważnego? Dlaczego nie mógł? Czy w ogóle można mówić o czymś takim jak „luksus żalu”?
Czy jako dziecko musiałaś przystosowywać się do innych, nawet w kwestiach, które były obce twojej naturze, a potem, jako dorosła osoba – by poradzić sobie z kryzysem – będąc skazana tylko na siebie – musiałaś o zapomnieć o tych zasadach?
Najnowsze komentarze