Nigdy nie byłam na balu. I chyba nikt z nas nie był. Na takim, jak kiedyś. A czy bawilibyśmy się tam dobrze? Może.
Lubię patrzeć na obrazy dawnych bali i redut. Zastanawiać się – jak tam było. I czy by mi się podobało. Czasem myślę, że z pewnością dużo bardziej niż na takim balach, jakie organizowane są teraz. Oczywiście, tak jak dawniej – przez elitę towarzyską.

„Waćpan mnie konfudujesz, sierotę ubogą”
Dawno, dawno temu czytałam książkę, której nastoletnia bohaterka przypięła broszkę i… z XX wieku przeniosła się prosto w czasy Jana III Sobieskiego. Och, powieść Ewy Nowackiej – gdyby powstała dziś byłaby jeszcze bardziej kontrastowa. Małgosia z XXI wieku dopiero mogłaby namieszać w dawnych czasach. A waćpanna Małgosia w XXI wieku czułaby się jeszcze bardziej ubogą, skonfudowaną sierotą.
Waćpan mnie konfudujesz, sierotę ubogą – powiedziałaby na przykład na balu Mistrzów Sportu lub innej karnawałowej gali. No, może nie do Roberta Lewandowskiego, ale do jakiegoś innego mężczyzny w drogim garni.
Z XXI wieku bezpieczniej byłoby cofnąć się na bale w wiek XIX (bo te czasy Sobieskiego i Marysieńki to jednak jest odległość).
Tak, chciałabym. W ramach wymiany z jejmością, która trafiłaby tu – gdzie zamiast karnawałowych przyjęć: córka, praca, stajnia. A ja…
Matronować marnotrawiąc karnawałowe ferie w epoce romantyzmu?
O, nie. Na pewno – mimo 44 lat na karku – nie marnotrawiłabym takiej okazji na siedzenie w gronie matron i patrzenie zza monokla, co dzieje się na sali… Z drugiej strony, trzeba by było się jakoś dostosować. I mogłabym dokładnie przyjrzeć się sukniom, fryzurom, przysłuchać rozmowom o innych, o jedzeniu, koniach. Kurczę, w sumie wcale nie musiałabym wirować w tych sukniach po parkiecie. I tak byłoby ciekawie. Nawet jeśli nie byłby to carski pałac, a dwór ziemiański, na który zjechała okolica zabawić się. Tak, nawet wolałabym też być matroną, która nie ma w karneciku nazwisk młodzieńców ani wdowców, tylko… może posłuchać języka, którym mówią. Jakie kolory mają suknie panien i pań. Jakie zapachy unoszą się nad stołami i w ogóle. I do stajni też bym poszła węszyć, a jakże…
A ty na jaką imprezę karnawałową trafiłabyś najchętniej?
Czasy Jana III czy raczej później? XIX wiek, a może międzywojnie czy szalona prywatka w latach 60 lub 70? A może disco między 1980 a 1990 rokiem?
I co by Cię najbardziej interesowało, by przeżyć lub zobaczyć na własne oczy? Tylko i aż zimowego, karnawałowego? A czego najbardziej nie chciałabyś wtedy przeżyć lub zobaczyć na własne oczy? Fajnie by było o tym pogadać – zwłaszcza, że przecież nic nam nie grozi (w każdym razie nie podróż w czasie na bal).
Najnowsze komentarze