Dziś, 8 stycznia działo się całkiem sporo, nie powiem. Jeśli tak będzie w sierpniu, czyli 8 miesiącu roku – na pewno nie będzie nudno. Spłynęła kasa-niespodzianka, za którą kupiłam sobie piękny sweter (wcale nie tylko na zimę). Potem na obiad przyjechało burrito (czyli w wolnym tłumaczeniu: osiołek) i to wcale nie był koniec zwierzęcych akcentów…
Potem shoping spożywczy. Lidl, Gama, K & L, Hebe – już nie pamiętam, kiedy jednego dnia byłam w tylu sklepach, damn. W KLu zobaczyłam pluszową wersję psa Pawełka – normalnie sunia, jak żywa, oczywiście zrobiłam zdjęcie a Pawełek napisał, żeby brać. Ale to też nie był koniec zwierzęcych akcentów.

Dzik, czyli w języku młodzieży „Dziękuję”. Dziku, dzik…
Ośmioipółletnia nie mówi „dziękuję”, tylko „dzik”. Nomen omen, dzik dziku, żeś tak szybko przebiegł przed maską, ale nie mógłbyś trochę dalej? Nie wiem, z metr chociać? Widać nie…
Taka to droga do Sonaty – już drugie spotkanie z dzikami w ostatnim miesiącu. Ostatnio jadąc rowerami spotkałyśmy rodzinkę. Dziś – odyńca samotnika. Który baardzo się spieszył.
To znaczy, że w sierpniu co? Będzie zwierzakowo? Tym bardziej, że to wcale nie koniec zwierzęcych akcentów? Bo przecież jeszcze ukochana klacz. Przemądra. Kopytkiem pokazująca: rozbijcie mi wodę, bo wzięła zamarzła. Ona to zawsze umie jasno wyrażać swoje potrzeby…
Zapachowy sierpień: będą gruszki i pasja kołysząca (jak Pear Potion Paris Corner i Passion Sway Agi Kaczorowskiej)?
W Hebe też było zwierzęco. Na własne oczy zobaczyłam ten hitowy szampon dla koni, który stanął na półce wśród szamponów dla ludzi. Formuła została dostosowana do stosowania przez ludziska – tak napisano. Chociaż – z tego, co mówią sprzedawcy w sklepach z rzeczami dla koni – wiele osób i tak woli formuły końskie stosować na sobie. I dotyczy to nie tylko szamponów, ale np. olejów do kopyt i innych specyfików, których działania jeszcze nie znam, bo ja takich drogich kosmetyków jak Sonata – nie używam…
W Hebe powąchałam sobie też Pear Potion Paris Corner. Fajny, gęścioch, jest moc. Może nie do końca w moim stylu, ale obiektywnie rzecz biorąc – jakość nut za tę cenę to genialna. Grucha słodka, karmelowa, jaśmin też czuć, a na koniec, w bazie – malina i piżmo. Smaczne.
Passion Sway by Aga Kaczorowska – też gourmand (brzoskwinia i mandarynka z wanilią i karmelkiem, peonią i fiołkiem) ale w porównaniu z Pear Potion dużo mniej esencjonalny. Ale jeśli sway znaczy kołysać, to może tak być, że w sierpniu będę dużo jeździć, bo w końcu konie to moja passion 🙂
Najnowsze komentarze