O pewnym hrabim z Pruszkowa, sarnie, pracy i „Wichrowych Wzgórzach”. Czyli o wróżbie noworocznej na lipiec 2026?

Jeszcze mroźniej. -13 stopni, jak jechałam do Sonaty. Czy to znaczy, że lipiec będzie zimny? A jak się ma do noworocznej wróżby na 7. miesiąc roku, to, że 7. dzień roku powitał mnie historią o tęsknocie za baśniowym życiem?

Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że kilkadziesiąt kobiet uwierzyły spawaczowi z Pruszkowa, że jest hrabią? I ma zamek nad Loarą. I zna Antoniego Banderasa. I umie rozpoznać po oczach, że kobieta ma problemy onkologiczno-ginekologiczne. I je leczyć. Stosunkiem. I oczywiście za opłatą, jak przyznało dla światowej klasy specjalisty z tytułem arystokratycznym.

Jak bardzo wciąż wierzymy w bajki?

W pierwszej chwili wydało mi się to nawet zabawne, ale… zaraz wjechała smutna refleksja. Ponieważ to nie miałoby miejsca, gdyby ten człowiek z kilometra nie czuł która kobieta wierzy w bajki. I że potem już szło jak z płatka z taką… Wykorzystać, okraść i jeszcze być podziwianym.

Ta historia wyskoczyła mi na dzień dobry i nie mam pojęcia, co może oznaczać w kontekście początku lipca. Chyba nie to, że poznam hrabiego z zamkiem na Loarą?

Poza tym cały dzień towarzyszyła mi myśl, że już nie będę czytać „Wichrowych Wzgórz” E. Bronte do poduszki, bo są zbyt niepokojące. Czytam drugi raz, po latach i jakaś wrażliwa się zrobiłam chyba. Obłęd Katarzyny i nieszczęście jej szwagierki, która poślubiła jej ukochanego… Aj. I słowa, którymi opisane te tragedii – przejmujące do szpiku kości.

Smutek, satysfakcja i Sonata

Kolejny powód do smutku (bo te uczucia opisane w Wichrowych Wzgórzach ktoś najpierw musiał poznać, żeby je tak opisać) to zmiany w pracy. Kasia, która przyjmowała mnie – odchodzi do innej firmy i jakoś tak przykro, bo to świetna dziewczyna. Na domiar skomplikowania – na tym samym zebraniu okazało się, że w poprzednim tygodniu bardzo fajnie mi poszło jeśli chodzi o statystyki, więc wyszła mieszanka emocji, satysfakcji ze smutkiem.

Smutne też, że sarnę na sąsiedniej ulicy potrącił samochód i jak kwadrans później przyjechali z Fundacji Kopytka z Nadzieją, to jedyne, co mogli, to pozwolić jej humanitarnie przejść do lepszego ze światów. Może on jest większy i jest więcej lasów?

Wieczorem ukochana klacz dostała buraki i drapanie. I żeby mnie zatrzymać, popisywała się stawianiem kopytka na bramce.