Na termometrze 5 stycznia minus 11 stopni. Piąty miesiąc roku 2026 zapowiada się więc – zgodnie z noworoczną wróżbą -nienajcieplej. Ale nawet jeśli – to mnie będzie ciepło od stóp do głów.
Poniedziałek, poranek – połamany. Krzywom spała i wyprostować się nie mogę do teraz, choć już wieczór. Za to słońce jasne świeciło i odbijało się w bieli śniegu. Grzały wełny, kawy, rozmówki z bliskimi, co daleko lub przeziębieni. No nie zmarzłam ani przez chwilę. Nawet – a zwłaszcza – u Sonaty.

Zimnokrwisty, cieplutki koń
Ukochana klacz zimnej krwi polskiej cieplutka pod futrem jak piec. Ja spokojna – to i ona. Ale było drapania po grzywie, czochrania, tulenia, zamykania oczu, łagodności. Żeby nie ten mój ból między łopatkami to już byśmy sobie obeszły albo objechały powolutku całą zimę na łąkach, ech.
Ale może tak miało dzisiaj być – statycznie. Leniwie, bez czujności.
Wełny też ciepłe, słowa też
Mimo tego chłodu zimowego, ani przez chwilę nie zmarzłam. Wełniane prawie całe odzienie i jeszcze pisanie o wełnach, sweterkach, żakiecie tweedowym, płaszczyku boucle – no jak miałam zmarznąć? Jeszcze przy tych wszystkich kawach, herbatach i gorących bigosach i w ogóle…
Bardzo też fajnie, że przez ten internet można pogadać sobie z każdym, z kim się chce. Takie przerwy w pracy na ploteczki, pisanie o marzeniach, umawianie się – to jest bardzo dobre i ciepłe też.
Znów mi się też wyświetlały artykuły o tym, jaki to rok 2026 będzie dla Baranów dobry, że o wiele lepszy niż poprzedni. I dla Lwów i Strzelców też. Zobaczymy, w maju będziemy już sporo wiedzieć na ten temat.
Ach, jeszcze poznałam dziś piosenkę, która bardzo ładnie tu pasuje, bo to „Nie bój się chłodu”.
Najnowsze komentarze