Gdyby czwarty dzień roku był wróżbą na czwarty miesiąc roku, to… kwiecień upłynąłby pod znakiem długiego spania, troszki pisania i odwiedzin w stajni. I ewentualnie zgłębiania zmian w prawidłach ortograficznych, które właśnie dziś sobie próbowałam przyswoić.
Zmiany w poprawnych zapisach są ostre i zanim dotrze do mnie, jak się teraz powinno pisać – może nadejść kwiecień. Np. już nie warszawiak a Warszawiak (a tak mnie zawsze wkurzało, jak przed wyborami politycy pisali w ulotkach o swoich Wyborcach: najukochańsi Siedlczanie, drodzy Radomianie, etc.). Już nie kościół Mariacki a Kościół Mariacki (jakby to była nie budowla a grupa wyznaniowa). Już nie cukiernia Babeczki, restauracja McDonald, lodziarnia KarmeLove a Cukiernia Babeczki, Restauracja McDonald, Lodziarnia Karmelowe. A „nie” z przymiotnikami – zawsze razem. Tak samo jak „pół”: półserio, półprawda, półsny. A nazwy marek, firm – zawsze wielką literą: Adidasy, Passat, Wranglery. I już nie nagroda Nobla, a Nagroda Nobla. A najtrudniejsza – pisownia cząstek trybu przypuszczającego po spójnikach i „nie” z imiesłowami odmiennymi – masakra. A to wcale nie koniec.

W każdym razie, jeśli w kwietniu będę miała jedynie takie problemy, jak te z nowymi zasadami ortograficznymi, to będę naprawdę szczęśliwym człowiekiem.
A poza tym – wziąwszy pod uwagę status czwartego dnia roku – człowiekiem wyspanym, najedzonym, odwiedzającym ukochaną klacz. Nieprzepracowanym, ale usatysfakcjonowanym pracą. I zdziwionym, że tak długo ten śnieg nie odpuszcza…
Aha, znalazłam jeszcze czapkę, którą zgubiłam zeszłej zimy.
Cóż, gdyby Młode nie dostało zapalenia ucha, to w samo południe zaliczyłybyśmy śliczny kulig, ale co zrobić. Może kwiecień ma być właśnie taki spokojniejszy, cichszy i w ogóle (niech tylko nie próbuje atakować chorobami).
Najnowsze komentarze