Jeśli cały pierwszy miesiąc roku 2026 będzie taki, jak jego pierwszy dzień to… o żeby! Wszystko zaczęło się w stajni, gdzie witałam Nowy Rok wśród wyjątkowych ludzi i koni. A potem wciąż padał śnieg. I okazało się, że nidyrydy wydać noworocznego obiadu.
Panie ludzie, to był najlepszy sylwester ever. Trochę przy ogniu w kominku i stole na bogato, a trochę przy koniach, które niespecjalnie są fanami fajerwerków. Na szczęście Sonata bała się tylko na początku. Na chwilę zamarła, zastygła, zamarzła jak skała. Ale jak już została uspokojona, szybko okazało się, że – nie chce się bać. I się nie bała.

„Mamo, to był mój pierwszy prawdziwy sylwester”
Wracając usłyszałam od Ośmioipółletniej, że to był jej pierwszy prawdziwy sylwester. Pewnie dlatego, że taki nie w domu u nas ani u tych przyjaciół, co zwykle. I północ na zewnątrz, z końmi, które tak bardzo potrzebowały ludzi, którzy uspokoją, nie zostawią samych.
A ja przez 44 sylwestry nie miałam takich ciar. Może więc mogłabym powtórzyć za dzieciakiem… Pierwszy, prawdziwy, amazing, choć nie miałam na sobie ani jednego złamanego cekina. I ani grama makijażu. Choć przyznaję, że w ostatniej chwili przed wyjściem, psiknęłam się jednymi z moich wiśniowych perfum: Cherry Star Maubousine. Raz, na szalik, żeby Sonata jednak czuła dalej mnie, nie obcy zapach. Tak czy inaczej – jeśli wróżba się sprawdzi, to przez styczeń czas będzie cudownie mijał wśród końskiej ferajny.

Z noworocznego obiadu nic nie wyszło. Ale i tak wszystko się ułożyło
Zaplanowałam „lepszy” obiad: polędwiczki, szynka serrano, camembert, powidła, wino, estragon, mandarynki, śliwki suszone… I okazało się, że śliwek suszonych nie ma. I nie będzie, bo wszystko ze śliwkami – zamknięte. A na świąteczny, noworoczny obiad były naleśniki. Pyszne, pyszne, tylko takie mało eleganckie jak na danie główne w Nowy Rok…
Potem z powrotem do stajni, już poćwiczyć. Sonatka – aż wzruszenie, ile dobrej woli. Choć strzelały wciąż co i raz fajerwerki, lód na zamarzniętej kałuży łamał się pod kopytami – to nie „mówiła”: a w dupie to mam, nie chcę, dajcie spokój.
Jeju, ale ile ja się muszę jeszcze nauczyć…
Śnieg w każdym razie sypał. I 1 stycznia wyszedł cały na biało.
Jeśli pierwszy miesiąc roku będzie taki, jak jego pierwszy dzień to:
- spędzę go w dużej mierze w stajni,
- może zacznę używać perfum,
- naleśniki nie pozwolą, żeby umrzeć z głodu.
Najnowsze komentarze