12 stycznia 2025 roku był dniem śnieżnym, pełnym miękkości i spokoju. Czy taki był 12. miesiąc roku? Troszeńkę. Na szczęście nie wcale.
Grudzień nie do końca był jak zimowa, domowa niedziela. Ale finalnie – kończy się świętami i ciepłem mimo mrozów. Śniegu – jak na lekarstwo. Choć przedwczoraj przyłapałam, jak przez chwilę padał…

Co się sprawdziło we wróżbie styczniowej? Oczywiście, że makowiec
12 dnia roku piekłam makowiec i oczywiście, że w 12 miesiącu roku też. Fascynujące, że jeszcze nigdy makowiec nie wyszedł mi taki sam. Zawsze inny, choć teoretycznie trzymam się jednego przepisu, proporcji, rodzaju składników. I uważam, że to jest bardzo fajne, bo życiowe.
Przecież nie da się wszystkiego odmierzać, dodawać, mięsić według jednego sposobu i zakładać, że zawsze uda się identycznie. Życie nie broni nam planować i trzymać się schematów, ale nie nie daje żadnej gwarancji, że cały czas będziemy zdejmować z taśmy to samo.
Choć w grudniu sporo się martwiłam, to mogę powiedzieć, że jest bajkowy, bo kończy się… bardzo dobrze. Jak prawdziwa baśń, która nie ma morału, ale dobre zakończenie – tak.

Grudzień jak w bajce? W sumie tak
Czy światy realny i fantastyczny się przenikały? A jakże. Logiczne, czytelne, jasne przenikało się z moim ponurym, poplątanym fantazjowaniem.
Czy dobro walczyło ze złem? Pewnie. Przy czym w rolę zła weszły wspomniane zmartwienia, którymi chyba za dużo poświęcałam uwagi, więc rosły jak na drożdżach. A przecież Sonata zaklimatyzowała się w nowej stajni wspaniale. Nie wiem czemu na siłę wypartywałam oznak, że jest inaczej, żeby niczego nie przeoczyć. I to wcale nie było dobre – teraz wiem. Dobre było to, że mogłam liczyć na niezawodnych.
Jest biało od szronu na źdźbłach. I błyszczy taras od mrozu. Od śniegu – nie.
I nie sprawdziło się też z DIY – nie zamawiałam żadnych futerek ani włóczek, żeby wyczarowywać z nich bożonarodzeniowo-zimowe piękności. W ogóle grudzień doskonale obchodzi się tu bez fancy dekoracji. Lukrowane pierniki – jelonki i jemioła przewiązana czerwoną wstążką – tylko tyle poza ubraną choinką.
Ani z domowością się nie sprawdziło, bo codziennie po pracy do stajenki.
A mimo to, w styczniu, chyba znów będę notować co się działo przez kolejnych tuzin dni 🙂
Najnowsze komentarze