Lariat. Słowo z Dzikiego Zachodu, które wróciło jako określenie na typ naszyjnika

Dziś poznałam nowe słowo: lariat. W pracy, pisząc o modnym łańcuszku ze Stadivariusa. Okazało się, że słówko to ma swój rodowód w kowbojskim uniwersum.

Bardzo lubię takie powroty słów, które choć zmieniają kontekst, ale nie tracą do końca pierwszego sensu.


Skąd w ogóle wzięło się słowo „lariat”?

Zanim lariat trafił do szkatułek z biżuterią, był po prostu liną z pętlą, używaną do łapania bydła i koni.
Słowo pochodzi z amerykańskiego angielskiego XIX wieku i wywodzi się z hiszpańskiego zwrotu „la reata”, oznaczającego linę do wiązania.

Dziś lariat to:

  • długi naszyjnik,
  • łańcuszek układający się w kształt litery Y,
  • albo cienka, „łańcuszkowa apaszka”, którą można wiązać na wiele sposobów.

To biżuteria:

  • miękka,
  • ruchoma,
  • reagująca na ruch ciała i „współpracująca” z outfitem.

Nie domyka się sztywno.
Nie kończy się w jednym punkcie.


Dlaczego lariat jest tak wdzięczny?

Bo jest:

  • minimalistyczny, ale nie nudny,
  • elegancki, ale nie sztywny,
  • zmysłowy bez przesady.

Wysmukla i świetnie wygląda:

  • na golfach i swetrach,
  • przy dekoltach w serek,
  • na gołej skórze latem,
  • narzucony luźno na koszulę.

I dokładnie tak jak jego pierwotne znaczenie — jest w ruchu.


Tematy do rozmowy (z kimś lub samą sobą):

  • Czy lubisz dodatki, które można nosić na różne sposoby?
  • Czy w modzie bardziej pociąga cię forma, czy historia/znaczenie/symbolika rzeczy?
  • Jakie słowa ostatnio odkryłaś i okazały się zaskakująco „twoje”?