13 grudnia wypada święto Łucji. Nosi ona imię, które pochodzi od łacińskiego lux, czyli światło.
Ale nie chodzi mi dziś ani o to, by nam urządzić religijną akademię, ani o dziewczynki w białych sukniach z wiankami świec na głowie (choć i to bywa piękne). Bardziej o to, że pisarze bardzo dobrze wiedzą, jak dawać na imię swoim bohaterom. I tak, dziś będzie o Łucji.
Łucje i Lucy w książkach niemal zawsze coś rozświetlają.
Czasem cały świat.
Czasem czyjeś życie.
A czasem – tylko jedną, bardzo ważną chwilę.

Lucy z Narnii: ta, która widzi pierwsza
Najbardziej oczywista literacka Łucja to oczywiście Lucy Pevensie z Opowieści z Narnii.
Ale „oczywista” wcale nie znaczy banalna.
Lucy jest tą, która pierwsza widzi Narnię.
Tą, której nikt nie wierzy.
Tą, która nie wycofuje się mimo wątpliwości innych.
Nie jest najsilniejsza ani najbardziej przebojowa. Nie wygłasza wielkich przemówień.
Po prostu widzi – i chce patrzeć dalej, nawet gdy wszyscy wokół mówią, że „to niemożliwe”.
Lucy Westenra: światło kruche
W zupełnie innym rejestrze pojawia się Lucy Westenra z Draculi Brama Stokera.
Tu światło nie jest zwycięskie ani bezpieczne.
Lucy jest:
- jasna,
- dobra,
- lubiana,
- pełna życia.
I właśnie dlatego – jakby prawem kontrastu – przyciąga mrok.
To jedna z tych literackich postaci, które pokazują, że światło bywa kruche.
Że nie zawsze wygrywa.
Ale też – że bez niego mrok nie byłby tak wyraźny.
W grudniu, gdy dni są krótkie, a wieczory długie, ta symbolika działa wyjątkowo mocno.
Lucy Snowe: światło przyciszone
Jest jeszcze Lucy Snowe z Villette Charlotte Brontë – jedna z najbardziej niedocenianych Łucji w literaturze.
Cicha.
Introwertyczna.
Obserwująca bardziej niż działająca.
To nie jest światło latarni morskiej ani reflektor sceniczny.
To raczej światło w oknie, które świeci stałe, nawet jeśli nikt na nie nie patrzy.
Lucy Snowe pokazuje, że nie każda Łucja musi świecić jasno.
Lucie Manette: światło, które spaja
W Opowieści o dwóch miastach Dickensa Lucie Manette jest światłem bardzo klasycznym — domowym, emocjonalnym, ciepłym.
To ona:
- łączy ludzi,
- daje poczucie bezpieczeństwa,
- spaja rozbite światy.
Nie robi rewolucji.
Nie zmienia biegu historii.
Ale bez niej wszystko by się rozsypało.
Czasem światło nie polega na błysku.
Czasem polega na tym, że ktoś przy Tobie zostaje.
Łucja Pałys z „Jeżycjady”: światło codzienne
Jest jeszcze jedna Łucja, bardzo bliska i bardzo „nasza” — Łucja Pałys z „Jeżycjady” Małgorzaty Musierowicz. A konkretnie części o tytule „Sprężyna”.
To córka Idy i Marka. W podstawówce fascynuje się gramatyką polską, potem decyduje się na japonistykę.
Łucja Pałys jest:
- ciepła,
- serdeczna,
- uważna na innych,
- obecna w drobiazgach.
Jej światło nie polega na błysku ani na wyjątkowości.
Polega na tym, że przy niej:
- robi się bezpieczniej,
- zwyczajniej,
- jakoś… lepiej.
Łusia w „Sprężynie” chce być właśnie sprężyną zdarzeń, które wywrą wpływ na życie jej bliskich. I – jak się okazuje – bardzo dobrze jej się to udaje (udaje się jej połączyć w parę dwoje – zdaje się – przeznaczonych sobie ludzi).
Dlaczego właśnie Łucja?
Może święto Łucji nie przypadkiem wypada w jednym z najciemniejszych momentów roku.
Nie po to, żeby było nagle jasno. Tylko po to, żeby przypomnieć, że światło istnieje – nawet jeśli trzeba go chwilę poszukać.
W książkach.
W czyichś opowieściach.
A czasem – w swojej własnej.
Tematy do rozmowy (z kimś lub samą sobą):
- Czy pamiętasz bohaterkę literacką, która była „światłem”, nawet jeśli nie była główną postacią?
- Czy imiona bohaterów w książkach mają dla ciebie znaczenie?
- Kto w twoim życiu był lub jest kiedyś taką „Łucją” od światła, nawet nie zdając sobie z tego sprawy?
Aproposki:
Najnowsze komentarze