Zdarza się czasem, że przeczytasz o jeden artykuł za dużo. I nagle coś w środku robi „hm…” i zaczynasz wypełniać to, co niejasne – wyjaśnieniami.
I nie dlatego, że szukasz sensacji czy lubisz dramaty. Tylko dlatego, że mózg ma swój własny system alarmowy, który działa szybciej niż logika i szybciej niż zdrowy rozsądek.
I robi to, co robi od tysięcy lat: łączy kropki. Nawet te, których nie ma.
Psychologia ma na to słowo: apofenia. To nie jest paranoja ani żadna inna choroba. To bardzo ludzki odruch – zwłaszcza w czasach, kiedy wokół jest dużo informacji, a my próbujemy się w tym wszystkim jakoś odnaleźć.

Apofenia: co to jest
Krótko mówiąc:
apofenia to tendencja do dostrzegania wzorców, powiązań i sensu w rzeczach, które mogą być całkowicie przypadkowe. Na przykład:
- słyszysz o dwóch wydarzeniach i myślisz: „to za duży zbieg okoliczności”;
- słyszysz podobne historie i czujesz: „tu musi być jakiś wspólny mianownik”;
- pojawia się niepokój, zanim pojawią się jakiekolwiek fakty.
Apofenia jest efektem ubocznym geniuszu ludzkiego mózgu – on musi wyłapywać wzorce, bo dzięki temu przetrwaliśmy jako gatunek. Lepiej było 100 razy połączyć coś na wyrost, niż raz przegapić ważny sygnał…
Dlatego apofenia nie jest błędem.
To mechanizm ochronny.
Historia nr 1: nie tak dawno temu, w ciemnym lesie
Wcale nie dawno temu ani za siedmioma górami, bo dziś i blisko – jechałam rowerem przez ciemny las. Niecałe 400 metrów, drogą, którą już znam (do stajni), ale jak na złość latarka mi jakoś zbladła. Bardzo lubię ten odcinek, ale dziś – wyobraźnia zaczęła mi pracować na zbyt wzmożonych obrotach (co przełożyło się zresztą na prędkość obrotu kół). Że wilki… że podchodzą do koni…
„Stara, jest 10 stopni ciepła, wilki nie są wygłodniałe jak zimą w XIX wieku – nie nakręcaj się”
Ale kropki: ciemność + las + konie + wilki… łączyły się w zbiór trwożny. Aż wylądowałam w stajni. Znałam już słowo apofenia i jego znaczenie, bo przedwczoraj poznałam historię o „Klątwie”.
Historia nr 2: „Klątwa w Dębem”
Tygodnik Siedlecki (gdzie miałam przyjemność pracować) opisał ostatnio mrożącą krew w żyłach historię. Mimo że koleżanka-autorka podała jedynie fakty – wystarczyło, by w komentarzach pojawiły się wyjaśnienia wszystkich zagadek (nad rozwiązaniem których śledczy dopiero pracują i – znając życie – trochę się zejdzie).
A stało się to: w poniedziałek w miejscowości Dębe Wielkie, na torach, potrącony przez pociąg zginął 25-letni chłopak.
Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie w październiku zginęła młoda kobieta.
W komentarzach natychmiast powiązano te dwie tragedie z:
- pandemią koronawirusa (i jej skutkami),
- zabójstwem, do którego doszło niedawno w pobliskich Mrozach,
- brakiem niepodległości Polski (sic!).
Czy te komentarze komuś pomogły? Ich twórcom – być może tak. Ale równie dobrze – mogła przeszkodzić – i im, i czytającym je ludziom.
Kiedy apofenia nam pomaga, a kiedy przeszkadza?
Apofenia z pewnością ma nam pomóc kiedy:
- czujemy, że „coś tu nie gra”, i to faktycznie jest intuicyjny sygnał,
- łączenie faktów pomaga nam zrozumieć własne emocje,
- pozwala nam uspójnić rzeczywistość,
- pokazuje, że potrzebujemy odpocząć, bo układ nerwowy pracuje na wysokich obrotach.
Apofenia z równą siłą potrafi jednak przeszkodzić, a to kiedy:
- buduje lęki niepoparte realnymi informacjami (potwierdzonymi faktami)
- czujemy napięcie bez wyraźnego powodu,
- zaczynamy wierzyć, że wszystko się łączy (choć w rzeczywistości wcale tak nie jest).
Tematy do rozmowy (z kimś lub samą sobą):
- Kiedy ostatnio zaczęłaś „łączyć kropki”, zanim pojawiły się fakty?
- Czy są sytuacje, w których twoja intuicyjna apofenia okazała się… jednak trafiona?
- Czy pamiętasz jakiś „pierwszy rozdział książki”, który twój umysł już napisał, a potem rzeczywistość zweryfikowała tę fikcję?
Najnowsze komentarze