Pierwszy tydzień grudnia i pierwszy tydzień w nowym miejscu na raz. No i o środkowym palcu

Myślałam, że w grudniu zawsze najważniejsze będzie światło.
A tymczasem życie postanowiło, że niemal co sekundę na pierwszy plan będzie się pchał … mój lewy środkowy palec.
Oraz ukochana klacz, która w ciągu siedmiu dni: uciekła z bukmanki, przeprowadziła się do nowej stajni i robi postępy w aklimatyzacji, które totalnie mnie wzruszają.

I nagle okazało się, że grudzień to wcale nie jest miesiąc „magii”.
Grudzień to miesiąc wracania do siebie.
Pewnie, że często w błocie (kto ostatnio w grudniu widział na Mazowszu śnieg?). I nie zawsze jak po maśle, ale… o pechu nie ma mowy.

Na szczęście nie jestem pechowcem, co i w dupie palec złamie. Jestem szczęściarą, bo palec ledwo zwichnięty i to na dobry początek

Środkowy palec: nie miałam pojęcia, jak bardzo się przydaje

Wyszłyśmy przedwczoraj na pierwszy spacer i w pewnej chwili spękałyśmy. Jednak za dużo nowego naraz. Sonata pociągnęła i niechcący wybiła mi środkowy palec u lewej ręki. Co ustaliłam dopiero w domu, jakąś godzinę później. Do tego czasu trzymały emocje i mantra „w stajni się ze sobą nie pizdeczkujesz”. A potem nagle okazało się, że lewego fucka używa się niemal do wszystkiego… I że jak boli i go chcesz odłączyć od „stada”, to wcale nie takie proste.

Wiązanie butów. Krojenie cebuli. Mycie głowy. Zakładanie kurtki. Trzymanie książki. Pisanie na klawiaturze… Ciekawe doświadczenie – na dowód, że ciało ma funkcje, o których nie miałaś pojęcia, póki nie przestały działać.


Tymczasem Ona, w nowej stajni: cudowna, jak to Ona

No nie lubi ukochana klacz podróżować nie na własnych nogach, nie lubi. W sumie każdy, kto zna dzieje jej poprzednich podróży, wcale się specjalnie temu nie dziwi. W niedzielę 30 listopada uciekła z bukmanki. W środę 3 grudnia – z koniowozu już nie, ale ta podróż (jechałyśmy z nią – z koleżanką ze starej stajni) trwała wieki. I bardzo, bardzo martwiłam się, co dalej.

Niepotrzebnie.

Oczywiście, że nowe było strasznie obce. Ale… Sonata to twarda babka. Od razu jadła i piła. Na drugi dzień lizała sól. I ziewała rozkosznie.

Sobotni spacer był krótki i poszłyśmy tylko wzdłuż padoków. Za to w niedzielę… o proszę Państwa. Przeszliśmy we czworo po moście na wielką łąkę. Wojtek z Sonatą, a my z Kają za nimi. W sumie to my wszystkie trzy nie wiedziałyśmy, co się dzieje. 850-kilowy koń nie bał się, szedł w nowe z przewodnikiem, czasem tylko zerkając na mnie. Jakby mówiła: „Mama, ratuj. Mogę, ale nie chcę się wyrywać i robić swoje. Mogę, ale nie chcę się go nie słuchać, mam mindfucka, kto to jest?”. A z mojej postawy mogła wyczytać tylko: „Easy, ja też nie wiem, jak on cię stanowczością i szacunkiem tak trzyma w ryzach, ale to dla nas dobrze”.

I — co najbardziej absurdalne — brzmi jak metafora grudnia.


Grudzień jest jak koń w nowej stajni?

Najpierw:

  • panika (nie chcę żadnych przejść)
  • jak my się tam odnajdziemy?
  • tyle nowych twarzy, miejsc, spraw (czyli po końskiemu i ludzkiemu: niebezpieczeństw…)

A potem:

  • coraz większa ulga,
  • zachwyty na moście, na łące, wśród leśnej drogi prowadzącej do i z,
  • i z każdym dniem – coraz pewniej w to wszystko, że jesteśmy tam, gdzie powinnyśmy być.

I nie chodzi tylko o stajnię.
Chodzi w ogóle o grudzień. I może nawet o życie – każdy jego kolejny rozdział.
O miejsce, w którym jesteś teraz, nawet jeśli wcześniej broniłaś się przed tym, jak wystraszona klacz. Z przekonaniem, że skoro zmiana, to źle?

A światło – jest ważne w grudniu, dalej. Za każdym razem jak już na ostatniej prostej, lecę drogą leśną i jest najczęściej ciemno, a po 300 metrach widać już światełko stajenki.

Nowe rozdziały w życiu potrafią być zaskakujące do ciarek. I nie ma sensu się ich bać, bo i tak przyjdą. I cieszę się, że nie jestem pechowcem, który – zgodnie z przysłowiem i w dupie palec złamie. Tylko szczęściarą, co ledwo zwichnięcie i w sytuacji, która znów czegoś nauczyła.


Tematy do rozmowy z kimś (lub samą sobą):

  • Jakie pozornie nieistotne części ciała okazały się ważne i w jakich okolicznościach?
  • Co w twoim ostatnim tygodniu było „ucieczką z bukmanki”, a co „mostem na piękną łąkę”?
  • Kiedy ostatnio czułaś, że jesteś dokładnie tam, gdzie powinnaś być?