W dorosłym życiu tęsknimy za masą rzeczy: wolnym czasem, brakiem rachunków, koloniami, gumą Turbo.
Ale jest coś jeszcze – słowa, które kiedyś stanowiły część rzeczywistości, a dziś prawie nie istnieją.
Nie były czułe, nie były psychologicznie wyrafinowane, nikt nie rozumiał ich jako „języka” szacunku czy miłości.
A jednak niosły w sobie: troskę, obecność i autentyczność.

1. „Luizaaaaaa! Wyjdziesz?”
Krzyk przez pół osiedla, odbijający się echem od bloków, trzepaka i sklepu „Społem”.
Zero telefonów. Zero umawiania się. Zero analiz.
Ktoś chce cię zobaczyć, tu i teraz.
Ktoś woła właśnie ciebie, nie wiadomo po co, ale przecież wiadomo —
bo bez ciebie świat tracił sens i dynamikę.
Dziś?
„Wyjdziesz?” zamieniło się na:
„Może w przyszłym tygodniu?”, „Muszę sprawdzić kalendarz”, „Daj mi znać w środę”.
A czasem już tylko: „Spotkajmy się kiedyś”.
A „kiedyś” nigdy nie nadchodzi i… taki właśnie był plan.
2. „Zaraz wracam!”
I to „zaraz” trwało np. pięć godzin.
Na szczęście nikt nie wierzył w dosłowność „zaraz”. Po drugiej stronie były czyjeś ważne sprawy, które – rad nie rad – człowiek musiał uszanować.
Jeśli chodzi o kartkę na kiosku czy mięsnym – też.
3. „Tylko nie idźcie daleko!”
To było takie „kocham cię i martwię się o ciebie” tylko w wersji „dawniej”. Kiedy może świat był bezpieczniejszy, ale rzeki, lasy, ulice… wiadomo.
4. „Zrobiłam tyle pierogów, chodźcie”
O rany, te sąsiedzko-koleżeńskie gościny, bo ktoś się rozpędził. Spontan. I potrzeba dzielenia się. To oczywiście nie musiały być pierogi. A inna równie prosta, tania (choć często pracochłonna) potrawa. Chyba, że wafle 🙂
5. „No chodź, wszyscy są za blokiem!”
Najpiękniejsza informacja społeczna świata: brakuje im cię tam.
Najlepszy breaking news.
Zaproszenie, potwierdzenie i wspólnota.
Dziś mamy grupy na Messengerze, powiadomienia, kalendarze…
ale często nie mamy poczucia, że „wszyscy są w jednym miejscu i czekają też na ciebie”.
Tego brakuje najbardziej: bycia częścią czegoś, co dzieje się „tu”, a nie „online”.
Najnowsze komentarze