Co miało być, a co wyszło: 11 dzień kontra 11 miesiąc roku. Historyjka o zmianach, których nic nie zapowiada

Listopad chyli się ku końcowi, czas więc sprawdzić, czy 11. dzień roku wywróżył to, co stało się (i dzieje) 11. miesiąca. I chyba po raz pierwszy od początku „noworocznej wróżby” takie pudło. Nic się nie zgadza. No, prawie nic.

Śnieg miał padać i co? Sypnęło jakąś garścią manny i tyle. Emocje związane z muzyką? No też nie. Przyleciały szczygły? A skąd!

A przed zmianami co ostrzegło? Nic!

Prócz tego, 11 stycznia gawędziłam sobie z księdzem, co przyszedł po kolędzie. I jadłam brzoskwinie. I absolutnie nic nie wskazywało na to, że w 11. miesiąc roku zaskoczy takimi zmianami. Nowa praca. Od trzech tygodni lubię z każdym dniem bardziej i nie wiem, jak to się skończy, słowo daję.

Po raz pierwszy w życiu zawodowym nie muszę zaczynać dnia od prasówki. W związku z tym już od czterech miesięcy nie wiem, co się dzieje w Polsce i na świecie. Wiem tylko tyle, co dzieje się w moim ogródku. A także w trendach urodowo-modowych, bo tam teraz pląsam.

Lada chwila też przeprowadzamy się z Sonatą do nowej stajni. I na samą myśl mam ciarki, bo mamy tam tyle lasów i tyle rzeczy do przeżycia. Tyle ludzi i koni do poznania.

Lekcja na każdą jesień

W każdym razie początek tego listopada wcale nie był taki beztroski. Zawsze w nowej pracy wydaje mi się, że się nie wdrożę. 11 stycznia zaczął się poruszeniem (duże emocje przy piosence poznanej tuż po północy). Może to była zapowiedź? Że będzie bujanie pokładem? Sama nie wiem.

W każdym razie listopad okazał się na tyle łaskawym, że zaczął też uspokajać swoje sztormy. I jak zwykle z trudności i poplątania lin, okazało się spokojne morze.

W każdym razie – wróżba noworoczna nie pomogła w prognozach pogody 🙂

I musiał przyjść mały sukces, żebym uwierzyła, że umiem trzymać ster. Dlaczego bujanie pokładem wprawia nas w takie zwątpienia? Dlaczego tak często jesteśmy zewnątrzsterowalni?