Chcemy, czy nie, dookoła już prezentowo i świątecznie. Niestety nie mam kiedy lecieć do galerii (lubię to w listopadzie i grudniu), ale i przedświąteczny nastrój i tak już mnie dogonił.
I nie chodzi też o internety, gdzie kalendarze adwentowe i w ogóle prawie wszystko na ciemnozielono, czerwono, złoto i śnieżno-biało. Bowiem dziś przyjechał do mnie prezent. Od przyjaciela, któremu kiedyś napomknęłam, że drzewo jarzębiny ma magiczną moc.

Jarzębinowa czarodziejska różdżka. Czyli mój unikatowy patyczek do ciasta
Pisałam tu, że jarzębiny lubiano mieć przy wejściu do domu. A przedmioty z jarzębinowego drewna – w domu. Łyżki, maselnice, co się dało. Ponieważ jarzębina miała magiczną moc.
„Żeby tak mieć choćby patyczek do ciasta z jarzębinowego drewna” – westchnęłam późnym latem. I co? I dziś już go mam.
Tak, on się dopytywał, jak taki patyczek wygląda, a ja wyjaśniłam. Że jak patyczek do szaszłyków. Albo drut do robienia na drutach (właśnie takim do dziś sprawdzałam zawsze, czy ciasto aby już, czy jeszcze nie). Mój jarzębinowy patyczek ma uchwyt, w związku z tym prezentuje się jak czarodziejska różdżka. Do ciasta. I jak się miało zrobić nie przedświątecznie, kiedy taki dar? Kiedy się zrobiło i magicznie od jarzębiny i zapachniały na raz wszystkie te przyszłe makowce, serniki, pierniki? No jak?
Przecież jeszcze chwila aż swój lniany fartuch wiązać będę rankiem i rozwiązywać wieczorem, bo tyle będzie pieczenia. I jak to dobrze!
Do tego zapas swetrów. I blask w ślepiach
Powyciągałam też już swetry najcieplejsze. Traf chce, że non stop chodzę w tych w kolorach z palety dla typu urody: ciepła jesień (znaczy ja). I tak mi w nich dobrze, wizualnie i od środka, że aż chyba wcale nie będę kupować tych reklamowanych, świątecznych, ala norweskich. Tylko przechodzę całą zimę w tych pomarańczach, rudościach, oliwkach, brązach, etc. Do stajni i ze – najwięcej.
Jeszcze oczy mi się błyszczą tylko na myśl o padzie z futerkiem, takim do jazdy konnej na oklep. Ale to cudo kupię sobie za pierwszą wypłatę w nowej pracy, dopiero na mikołajki.
I nie wiem, kiedy się poturlam do galerii. Albo i do Flora Point. Koleżanka już sobie i córom kupiła bilety. Szczerze mówiąc, wcale się nie dziwię, że zrobili wejścia biletowane, ale dość nietanie i ten czas na wyprawę do Warszawy to też pieniądz.
Prędzej w internetach wybierać będę prezenty dla bliskich. I pewnie prędzej niż mi się wydaje, bo grudzień przecież już za pasem.
O przedświątecznym klimacie – tematy do rozmowy (z kimś lub sobą samą)
- Czy magia naprawdę mieszka w przedmiotach – czy w tym, jak o nich myślimy?
- Co jest dla ciebie jak jarzębinowa magiczna różdżka – małe, a cieszy i ogrzewa od środka?
- Kiedy zaczyna się dla ciebie przedświąteczny nastrój – od pierwszej piosenki, pierwszej świeczki, czy pierwszego piernika?
- Czy lubisz galerie i ten cały gwar świątecznych światełek, czy raczej swoje domowe listopadowe i grudniowe rytuały?
- Czy prezenty powinny być praktyczne, symboliczne, a może… trochę magiczne, jak patyczek z jarzębiny?
- Czy da się wejść w grudzień bez stresu, ale z blaskiem w oczach? Czyli co kupisz sobie na Mikołajki?
Aproposki:
Najnowsze komentarze