Pierwszy tydzień w nowej pracy z reguły nie należy do łatwych. Na szczęście potem (też z reguły) szybko się o nim zapomina. Dlatego (póki jeszcze pamiętam różne trudy) chciałabym pogadać o haśle, które spadło na mnie… samo.
Oczywiście, że ostatni tydzień to nie tylko to hasło. Wśród nowych słów i fraz, które pokochałam, znalazły się: spaghettizacja (z książki o kwarkach i fizyce kwantowej) oraz „diametralnie różnie płcie” (o męskim mężczyźnie i kobiecej kobiecie, to już oczywiście Jeremi Przybora). Ale najważniejsze okazało się właśnie: „Eeasy, Luiza”.

Spaghettizacja (inaczej: efekt makaronu)
Widząc dwie osoby „diametralnie różnej płci” każdy z nas doskonale wie, że to para osób, które różnią się od siebie płciami no… diametralnie. Znaczy mężczyzna jest tyleż męski, co kobieta – kobieca i sprawia to, że między nimi jest no… ogień. Bardzo mi się podoba to określenie Przybory, bo już dawno nie widziałam takiej pary, a dzięki niemu znaczenie tego obrazowego określenia mogłam sobie wyobrazić.
Wyobraźni użyłam też, by zrozumieć, co to jest spaghettizacja. To jest coś, co stałoby się z tobą, gdybyś zbliżył/a się do czarnej dziury. Która (jak to czarna dziura) zaczęłaby cię wciągać. A im byś był/a bliżej – tym bardziej by cię coś ugniatało i rozciągało. Jak makaron. Dlatego też spaghettizację nazywa się efektem makaronu.
I nie, ani jedno, ani drugie nowopoznane pojęcie nie miało nic wspólnego z nową pracą. Przyszły do mnie już po pracy, podczas wieczornych lektur. Już w czasie relaksu. Satysfakcja z poznawania takich nowinek to dowód na to, że nawet w pierwszym tygodniu nowej pracy nie dzieje się wyłącznie to, co w pracy. Przecież prócz pracy: rodzina, Sonata (wreszcie dostała obiecaną błyłę soli himalajskiej), pogaduszki, lektury, muzyczka… To bardzo ważne, by od początku zachowywać work-life balance. Nawet, kiedy pracy jest dużo. Wtedy można mniej spać, mniej skrolować, mniej się kłócić, etc. Bo jak nie to, to praca będzie jak czarna dziura… I nici z życia.
Easy, Luiza
Izji, Luiza, kurczę, jak to brzmi… A jak działa! Zachwycona magią własnego dodawacza otuchy, zapewniam, że ukucie własnego hasła uspokajającego może zdziałać cuda. U mnie jest z moim imieniem i odwołuje się do spokoju, więc nie wiem, jak działają inne dedykowane właśnie sobie, na pomoc we własnych kłopotach. Osobiście mam kłopot właśnie ze spokojem…
A córka, kiedy ledwo gadała, wymawiała moje imię jako Zjizji. Dlatego mam też czułą wersję hasła, odwołującego się do czasów, gdy byłam młodą mamą (co brzmi: Easy, Zjizji).
Wiem na pewno, że będę sobie takie zawołania wymyślać dalej. Fajnie brzmiące, indywidualne, wspierające, przyjazne, w sam raz dla mnie.
Tematy do rozmowy (z kimś lub samą sobą)
- Pierwszy tydzień w nowej pracy, który najbardziej utkwił ci w pamięci to…, bo…
- Czy kiedykolwiek czułaś/czułeś, że praca wciąga Cię jak czarna dziura — i że czas najwyższy się zatrzymać?
- Czy słowa (np. brzmienie własnego imienia wypowiadanego we właściwym tonie) potrafią cię ukoić/zmotywować/przywrócić ci wiarę w siebie, etc?
Źródła (mocy i wiedzy, że nawet jak jest dużo pracy, to na świecie dzieje się o wiele więcej ciekawych rzeczy):
L. Harvey-Smith: Kwarki, iskry i tajemnice kwantowe, Warszawa 2025
J. Przybora: Baśnie Szecherezadka, Warszawa 1966
Najnowsze komentarze