Czy konie rozumieją ludzką mowę? Z tego, co wiem, można nauczyć konia słów. Moja ukochana klacz zna ich 11. „Rozumie” znaczenie takich słów jak: Sonata, stęp, kłus, galop, stój. Prr, noga, strona, nie, tak. I jeszcze „odpocznij” (czyli: spokojnie, zostań, później przyjdę i zrobimy coś razem).
Od razu zaznaczę, że z całym szacunkiem dla koni i ludzi – szanuję również podział na konie i ludzi. I nie, nie dlatego, że konie są lepsze od ludzi, czy ludzie są lepsi od koni. Po prostu jesteśmy zupełnie innymi zwierzętami. W tym przekonaniu utwierdza mnie fakt, że tylko świadomość różnic pozwala budować porozumienie.
Zakładając, że koń myśli i komunikuje się jak człowiek, ma identyczne potrzeby i lęki, radości i smutki – wybazgrałabym nam totalną karykaturę.

Po co mówić do konia?
Tak naprawdę nie musisz wypowiedzieć ani jednego słowa, by koń wiedział, co jest grane. Po twojej postawie ciała, ruchach i oddechu, doskonale wyczuje, że jesteś np. przerażony, niepewny, spięty, nudny, calutki do zlekceważenia, zmęczony, zrelaksowany, gotowy obronić przed drapieżnikiem, godny zaufania, etc.
A jednak dużo gadam do Sonaty. Mówię jej wszystko, ale – na poziomie słów robię to wyłącznie dla siebie. Dla niej – robię to ze względu na wyrównanie swojego oddechu.
Żeby wiedziała, że wszystko jest w porządku. Że (może i zanim podeszłam, coś mnie wkurwiło, ale) teraz nic nam nie grozi, że nie spodziewam się niebezpieczeństwa. Daję pewność: wszystkie drapieżniki, duchy, kosmici i strachy są daleko. A jak spróbują się zbliżyć, to i tak sobie z nimi damy radę.
Proste komunikaty (stęp, stój, noga, etc.) – można słowem, ale myślę, że można i bez słów. U nas te słowa są połączone z językiem ciała i/lub dotykiem oraz odpowiednim poziomem energii. Powtarzanie ich w określonych okolicznościach (np. „noga”, kiedy proszę o podniesienie nogi przy czyszczeniu kopyta, sunąc dłonią od góry do dołu nogi) – sprawiły, że Sonata kojarzy je z odpowiednim znaczeniem. Czy to znaczy, że zawsze podnosi nogę, gdy mówię „noga”? Oczywiście, że nie.
Mimo to – konsekwentnie wypowiadam słowa, których ton, głośność, tempo wypowiadania jest czymś w rodzaju dodatkowej „pomocy” w naszych treningach, przed lub po nich. Wiem też, że są koniarze, którzy zupełnie nie używają słów i potrafią się „dogadać” z końmi. Są tacy, co używają klikerów, nagrań końskich dźwięków, samej mowy ciała, bata i uwiązu – kombinacji są krocie.
Czy ludzie rozumieją końską „mowę”?
Mowa koni i Mowa koni 2 to książki, które z pewnością warto przeczytać. Tak samo jak liczne prześliczne artykuły na temat tego, jak interpretować np. ruch uszu konia. Ale. Nie dziw się potem, że coś się nie zgadza. Każdy koń – tak jak każdy człowiek – ma swój styl komunikowania się.
Sonata np. wyprawia uszami cuda wianki. Jakby przeczytała wszystko na temat tego, co napisano na temat znaczenia ruchu końskich uszu i kpiła sobie z tego na całego. Dróg na skróty nie ma. Nawet grube książki nie zastąpią czasu spędzonego z konkretnym koniem. Dopiero wtedy wiesz, kiedy kładąc uszy – rzuci się do ataku, postraszy, chce sprawdzić twoją reakcję, czy jeszcze coś innego.
To samo dotyczy napięcia napiętego/rozluźnionego pyszczka, oczu, itd.
Sorry, ale każdy, kto uważa się za eksperta od mowy koni – chyba ma kompleksy albo wiele innych problemów ze sobą, z innymi ludźmi i… końmi. Za ekspertów od mowy koni uważam osoby, które podkreślają, że wciąż się jej uczą. Choć trwa to już 10, 20, 30 lat lub więcej… Oni najlepiej rozumieją końską „mowę” i to od nich najwięcej można się o koniach nauczyć.
Jeśli chodzi o rozumienie się z Sonatą – czasem jest jak w bajce, a czasem jak w dramacie obyczajowym 😀 Ale i tak wiem, że nigdy nie przestanę mówić do niej: Aniele w końskim ciele i że Sonata to najpiękniejszy koń świata. A ona – być może – nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać swoimi dowodami na to, że jestem na swój sposób częścią jej stada.
Najnowsze komentarze