Czy styczniowa wróżba na wrzesień się sprawdziła? Znów trochę tak

Dziewiąty dzień roku (9 stycznia) miał być wróżbą na dziewiąty miesiąc roku (wrzesień). Czy tak się stało? W sumie znów sprawdziło się wszystko bardziej, niż przypuszczałam.

9 stycznia padało, ale wrzesień nie był specjalnie deszczowy. Częściej mogliśmy sobie powiedzieć „Do zobaczenia wkrótce” niż „Do zobaczenia w kurtce”. Zaskoczyło raczej pierwszym porannym przymrozkiem 25 września… Ależ czy Sonata nie wchodziła 9 stycznia, ze mną na grzbiecie zresztą, na zamarznięte kałuże? Wchodziła! Stąpała po kruchym lodzie? Stąpała!

Ukochana klacz oduczy mnie chyba przyrodzonej miękkości na dobre. Może najwyższy czas.

Czy we wrześniu bujało pokładem, jak 9 stycznia?

Wrzesień pod względem wydarzeń nie był specjalnie spektakularny. Może dlatego, że prawie cały przechorowałam. Kaszel mi znakomicie zrobił na mięśnie brzucha – serio chyba mam wzmocniony core.

Ale oczywiście, że latałam do stajni. I sprawdziło się to, że może z tego zniecierpliwienia z braku sił – jeszcze bardziej przestałam się patyczkować z humorkami Sonaty. Która jest bardzo mądrą klaczą. I bardzo szybko rozpoznaje „miękkie faje”. Po to, by zwyczajnie mnie lekceważyć, kiedy np. chcę wyczyścić kopytka. Tego września udowodniłam jej, że pozory mylą.

Czy dziwiłam się koniowi? Nie. Mało to spotkałam na swej drodze ludzi, którzy uważali, że osoby dzielą się na dwie grupy:

  • zawsze miłych, miękkich, łagodnych, a więc ciapowatych,
  • zawsze mniej lub bardziej kanciastych, stawiających wyraźne granice.

Tymczasem jest jeszcze przynajmniej jedna grupa osób:

  • miłych, łagodnych, ciapowatych, ale do momentu, aż ktoś przegnie pałę. No nie wolno przeginać pały, tylko dlatego, że ktoś jest łagodny, kurwa!

O spiżarni i lodówce. I książce, która nabrała nowego znaczenia

Jea, można powiedzieć, że przez chałupę jeszcze nigdy nie przewinęło się tyle arbuzów, brzoskwiń, śliwek, malin i brukselki. Ta obfitość z 9 stycznia w styczniu naprawdę się więc sprawdziła.

A jeśli chodzi o książkę. To chyba dr Lawrence J. Cohen. Uważam, że on wie więcej o dzieciakach i ich rodzicach niż Rousseau, Montessori, Juul i cała reszta razem wzięta. Autentyczne znaczenie, tego, co on pisze, odkryłam, bawiąc się z dzieciakiem w zabawy, które proponuje. To nie jest piękna teoria, to jest piękna prawda. I na pewno będę chciała o tym pogadać w oddzielnym wpisie.

Tematy do rozmowy (z kimś lub samą sobą)

  • Na ile „miękkości” można sobie pozwolić, zanim ktoś pomyli ją z naiwnością?
  • Czy choroba to zawsze tylko przeszkoda, czy czasem… darmowy trening core?
  • A książki — często odkrywają przed nami nowe znaczenia ważnych rzeczy?