Internauta na wagę złota. Magda Gessler kontra ekspertki w różowych marynarkach

Ostatni tydzień uziemił mnie w domu, więc klikałam w różne (darmowe) kursy. Żeby posłuchać i popatrzeć. Co trzeba teraz robić, żeby nie zginąć w sieci. Żeby się klikało. Żeby na tym zarabiać. Oczywiście natychmiast zalały mnie reklamy kursów prowadzonych przez klony ubrane w różowe marynarki. Na szczęście wyświetlił mi się też jeden post dziewczyny, który przywrócił wiarę w sens.

Oglądałam też „Kuchenne rewolucje”, tak. I wszystko to doprowadziło mnie do przemyśleń, którymi śpieszę się podzielić.

Mam wrażenie, że social media od kuchni to dziś: sztuczność, odgrzewanie na szybko takich samych kotletów z byle czego i zero kultury zapierdolu, który naprawdę ma sens…

Co się zmienia, a co pozostaje bez zmian?

Trudno, żeby wszystko wciąż było jak 20 lat temu, kiedy zaczynałam pracę w redakcji wydającej papierowy tygodnik lokalny. Oczywiście wtedy też można było spotkać kuglarzy, którzy wróżyli sukces. Osobiście nie miałam czasu na te szkolenia, bo pracy było dużo… Po pracy wiadomo: trzeba było odpocząć, spotkać się z chłopakiem, z koleżankami, poczytać, poszwendać się gdzieś dalej z psem. Fajnie było…

Teraz jest inaczej. Ale przecież wciąż chcemy spokojnie żyć. Robić swoje w pracy, potem pożyć prywatnie. Mieć kasę, satysfakcję, siłę do dawania rady w słabszych momentach. Dlatego w pandemii tak wiele osób wzięło się za robienie rzeczy w internecie. Wielu z nich osiągnęło wtedy sukces. Zasłużony, bo potrafili przyciągnąć ludzi. Odciągając od witryn internetowych, które znaliśmy dotąd.

W efekcie twórców cyfrowych jest dziś chyba więcej niż twórców niecyfrowych. I wszyscy chcą wiedzieć: jak zarabiać na tym miliony euro. Albo – na początek – choć parę stów, bo ceny rosną a wypłata taka sama.

Kto zna receptę na zarabianie milionów w social media?

I tu – całe na biało-różowo – wchodzą ekspertki, które zdradzają sekrety. Zapewniają, że to robią z dobrego serca, bo sami – na tej swojej wiedzy – zarobili już tyle, że nic nie muszą…

Hej, to dlaczego musicie płacić w mediach społecznościowych za reklamy Waszych kursów? Czy na pewno z troski o twórców cyfrowych, którzy nie są jeszcze milionerami? Caman…

Gdyby istniało choć 10 ludzi w Polsce, którzy znają tajemnicę sukcesu w sieci – korporacje medialne dawno by stosowały ich rady i nie narzekały coraz gorszą sytuację finansową. A tak – wszyscy przecież wdrażają te rady i co? I nic 😀 Wymarzone zasięgi najczęściej pozostają w sferze marzeń.

Tak jak w przypadku restauratorów, którzy prowadzą słabe garkuchnie. Odważni proszą o pomoc kogoś, kto naprawdę się na tym zna. I to nie jest blondynka w różowej marynarce od Instagrama. To Magda Gessler.

Wiadomo — ludzie będą chcieli jeść.
Klikać też. I tych podobieństw restauracja — social media jest więcej…

Rady ekspertów, które nie sprawdzają się, choć wielu w nie wierzy

Przeszłam masę szkoleń i stosowałam się do masy rekomendacji, które doprowadziły do tego, że – podobnie jak moje koleżanki – traciłam pracę. Trochę jak w restauracji — nie ma utargu, zaczyna się oszczędzać. Najpierw na jakości produktów (zaczyna się liczyć ilość nie jakość), na ludziach, okraja się zespół, bo wchodzą maszyny albo po prostu już nie ma kasy na 5-6 kucharek, bo do restauracji przychodzi o połowę mniej ludzi niż kiedyś (albo jeszcze mniej).

Taki restaurator – tak jak każdy ekspert od social media – wie z internetu, że trzeba się spodziewać gości:

  • rano po drodze do pracy mogą wpaść (7-9)
  • w porze lanczu (11-13)
  • wieczorem (18-23)

Tak, każdy w social media wrzuca wtedy coś 😀
Ale to nie znaczy, że to coś się gdzieś wyświetli czy kliknie albo zasmakuje.

Wszędzie to samo, pełne sztucznej chemii

Zdesperowana załoga i właściciel, nierzadko brud w kuchni, najtańsze produkty pełne sztucznej chemii. Menu – powtarzalne – przepisane od innych (bo przecież kebs i pizza, schabowy i rosół musi się sprzedać, do ciężkiego licha, co jak nie to?)

Potem wpada Magda Gessler, zmienia nazwę miejsca i nadaje mu zupełnie inny klimat. Robi się miło, smacznie, ludzie wracają, utarg rośnie…

Nie, babeczki od szkoleń z social mediów tego nie potrafią. Już na starcie – jedna Magda Gessler wygląda cały czas inaczej, a one wszystkie – takie same, no klony, w różowych marynarkach, najczęściej blondynki o prostych włosach.

Ale np. ściągają od Pani Magdy przeklinanie.

Tak, na szkoleniach! Wyciągają kij z dupy i mówią publicznie „kurwa” i „kultura zapierdolu” 🙂

I zapewniają, że… one już nic nie muszą, bo tyle mają hajsu ze swoich sukcesów. Ale dlaczego płacą za reklamy w social mediach, żeby się wyświetlały ich darmowe webinary? A potem co 3 zdanie mówią też o swoich kursach (już niedarmowych), żeby je kupić od nich. Taki, śmaki, owaki… Kursy, webinary są spoko, ale skąd ta desperacja? Z tego, że się nic nie musi?

Hooki w postach i algorytmy

Różowe ekspertki mówią o hookach w rolkach. Powiem to swoimi słowami, bo ich nie pamiętam. To coś takiego, jak kiedy Magda Gessler tłucze talerz.

Albo jeszcze lepiej: po prostu wchodzi i każdy jest ciekawy, co tu się wydarzy.

Śmiać mi się chciało przez całe lato, jak na Insta lub Fb widziałam… tysiące gołych stóp osób zajmujących się: gotowaniem, nowościami wydawniczymi, etc. Wiadomo, że nie każdy jest gotowy pokazać cycki. Ale z tymi stopami dla stópkarzy (których jest więcej, niż mogłoby się wydawać) – mistrzostwo świata. Żaden stópkarz nie przestał oglądać po 2 sekundach, jestem pewna. Ale są też osoby, których widok stóp brzydzi, damn… To, co dla jednych będzie hookiem, innych przyprawi o wstręt.

Wszyscy szkoleniowcy (ci z Insta i ci, co szkolą w korpo) niby są ekspertami od algorytmów. Ale mam wrażenie graniczące z pewnością, że te algorytmy totalnie wymykają się im spod kontroli. Podobnie jak próby obłaskawienia AI, żeby np. generowało tytuły pod Google Discover. Wszyscy tak robią, więc teoretycznie KAŻDY tekst/post/post sprzedażowy powinien mieć 100 mln odsłon. A nie ma 😀 I nie będzie miał. Bo apetyt na dobre rzeczy i czas internautów nie jest z gumy.

Wniosek jest taki, że dla algorytmów eksperci od social media – dla algorytmów nie istnieją. To trochę tak, jakby historycy mieli przepowiadać przyszłość.

„Kontakt, nie kontent”

Kontakt – nie kontent.

To są słowa 3 słowa dziewczyny z Insta, która przywróciła mi wiarę w sieć.

I że ta bańka z:

  • pompowaniem na szybko odgrzewanych kotletów z byle czego,
  • różowymi marynarkami na wszystkich ekspertkach od social media,
  • sprzedawaniem sekretnych receptur związanych ze znajomością algorytmu (pojedynczym osobom i koncernom medialnym) zamiast stawaianiem na jakość, świeżość i autentyczność

… kiedyś musi pęknąć.

Ta dziewczyna oficjalnie nie jest ekspertką od social media, ale dla mnie – jest.
Tak samo jak Magda Gessler.