Moda na kapibary ze straganów i sklepów już się skończyła. Wiem, że żadna pluszowa kapibara nie podskoczy żadnemu Labubu, ale… Ta z książki „Myśl jak kapibara” to zupełnie inna historia. Ta kapibara przypomni, co po są zmysły. Po co patrzy się w oczy. I jak napisać naprawdę dobry wiersz. A to wcale nie koniec.
Niby krótka, niby banalna, a jednak bardzo ważna. Dla dzieci i dorosłych, którzy w codziennym kołowrocie może nawet zapomnieli, jak autentyczne mogą być relacje z innymi i samym sobą.
Jeśli chcesz przystępniejszej, pastelowej wersji książki dla dorosłych „Potęga teraźniejszości”, to „Myśl, jak kapibara” może okazać się właśnie tym, co najlepiej osadzi i otuli Tu i Teraz.

Po co patrzeć sobie w oczy albo dotykać się głowami
Jejku, jak już dawno nie czytałam o kontakcie wzrokowym jako o czymś ubogacającym. Nie w kontekście TUS, uwodzenia, biznesu – bo tego w sieci zatrzęsienie – ale w takim normalnym, ludzko-ludzkim. O braku kontaktu wzrokowego też w internetach masa – że dzieci teraz nie potrafią, bo… internety, I wszystko, co pisane o tym, takie pozbawione naturalnej potrzeby zobaczenia w oczach osoby, tego, co ona czuje. W „Kapibarze” o patrzeniu w oczy jest krótko, ładnie, autentycznie.
Ale wcale nie znaczy to, że cały czas trzeba sobie patrzeć w oczy. Bo można plecami o plecy się oprzeć – i tak sobie coś np. opowiadać. Albo leżąc, w dwie lub więcej osób, dotykać się głowami. I też się słuchać. Nie poleceń, ale drugiego człowieka.
To chyba podobało mi się najbardziej – proste przypomnienie, że kiedyś takie spotakania – oczu, głów, pleców – były czymś naturalnym i mocodajnym, a teraz – jakby nie dało się o tym bez mieszania w to słów: terapia, trening, warsztat. Ojejej.
Jak napisać wiersz?
Oczywiście, że myśląc, jak kapibara możesz zostać poetą. Okazuje się, że kapibara ma wspaniały przepis na to, jak napisać wiersz.
I ten wiersz Kapibary – choć przeczytałam w swoim życiu miliony wierszy (autorstwa klasyków wszystkich epok oraz tych, którzy aspirowali do panowania nad słowem w poezji), to ten był jednym z najpiękniejszych.
Dlaczego? Proszę bardzo, powiem. Jako literaturoznawca. Chodzi o to, że w wierszu liczy się każde słowo. Każde ma znaczenie tak duże, że nie trzeba ich wrzucać w wiersz jak ziemniaków do gara, żeby się pozbyć zalegających w piwnicy pyr.
Żeby pisanie wierszy miało swój piękny cel, Kapibara tłumaczy, że: trzeba się wypisać – siąść i pisać wszystko, co przychodzi do głowy, dosłownie. Przez 5 minut. Ze stoperem. To nie ogranicza, ale troszkę wymaga od nas pisania, co najważniejsze.
Potem, przez kolejne 5 minut czytaj, co napisałaś i podumaj, co najładniejsze, najważniejsze. Może pojedyncze słowa, może całe zdania, może ich fragmenty?
A potem trzeba wszystkie niepotrzebne słowa wykreślić kredką. Najlepiej większość. Zostawiając tylko takie, które staną się: prawdziwym wierszem. I przepisać je na czysto. I nadać tytuł albo nie.
Tak, to jest bardzo wymagające, trudne, cudowne i satysfakcjonujące 😀
Tematy do rozmowy (z kimś lub samą sobą), które przyszły mi do głowy po przeczytaniu „Myśl, jak kapibara”
Ta książka nie jest tylko o zmysłach, uważności, patrzeniu w oczy i dotykaniu się głowami lub plecami. Ani tylko o pisaniu wierszy. Dla Ciebie najważniejsze w niej może być najważniejsze ćwiczenie „Jestem”, ćwiczenie „Na łące”, ćwiczenie Zaskakującego Pytania albo Ćwiczenie Wycia (jak wilk, najprawdziwszy i jedyny w swoim rodzaju), ćwiczenie Domu w Kieszeni… Lub jeszcze inne. Ale mnie podobało się najbardziej to, co opisałam. A po przeczytaniu książki, dumałam sobie między innymi o tym:
- Kiedy to ostatnio oparłam się plecami o czyjeś plecy i gadaliśmy?
- Co bym pomyślała, gdybym na łące znalazła warkoczyk z niezerwanych trawek?
- O czym będzie wiersz, który nagle zaczął we mnie kipić?
Aproposki:
- Być jak kapibara? Jasne, że tak
- Wiersz na taki dzień jak ten: „Nie bądź smutna” (czyli ile trwa emocja)
- O obietnicach jesieni (z cyklu: Kursik Staropolskich Słówek)
Najnowsze komentarze