Kinowa superprodukcja z Wokulskim-Dorocińskim kontra serial Netfliksa z Wokulskim-Schuchardtem. Do tego właśnie okazało, że Mateusz Damięcki wystąpi w roli Kazimierza Starskiego (zobaczymy go w filmie, nie serialu). A jakby tego było mało – przypomnijmy, że w przeszłości też mieliśmy dwie „Lalki”: film i serial. Co sprawia, że powieść Bolesława Prusa wciąż wraca na ekrany i to w podwójnej obsadzie?

Dlaczego akurat „Lalka”?
Bo to jedna z najbardziej filmowych polskich powieści? Jest romans, dramat społeczny, pytania o nowoczesność i tradycję, pieniądze, karierę, patriotyzm, wiatr w oczy, rodzinę, a w tle XIX-wieczna Warszawa, którą każdy reżyser marzy pokazać na wielkim (albo małym) ekranie.
Książka gruba, ale… wypada mieć zdanie o dziele. Może też dlatego Wokulski i Izabela wciąż rozpalają wyobraźnię – i twórców, i widzów. A ci, którzy mają zyskać dzięki „Lalce” – nie mogą się doczekać…
Dwa razy to samo? Tak już było!
Historia się powtarza. W latach 60. powstała „Lalka” w reżyserii Wojciecha Hasa (1968) z Beatą Tyszkiewicz w roli Izabeli Łęckiej. Niespełna dekadę później – serial w reżyserii Ryszarda Bera (1977), gdzie Łęcką zagrała Małgorzata Braunek.
Już wtedy były dwie różne interpretacje tej samej postaci – i dwie szkoły widzów, którzy spierali się, która wersja jest „tą właściwą”.
Nowe rozdanie: kino kontra telewizja internetowa (Netflix)
Dziś mamy powtórkę z historii, tylko w nowym formacie:
- Film kinowy – Marcin Dorociński jako Wokulski, Marek Kondrat, Agata Kulesza, Andrzej Seweryn, Cezary Żak, Maja Komorowska. Izabelę Łęcką zagra Kamila Urzędowska, a świeżo ogłoszono, że Kazimierza Starskiego wcieli się Mateusz Damięcki.
- Serial Netfliksa – Tomasz Schuchardt jako Wokulski, Sandra Drzymalska jako Izabela, w obsadzie także Magdalena Cielecka.
Dwa projekty, dwa budżety, dwie wizje – i wielka ciekawość, która interpretacja bardziej poruszy widzów. Lub która bardziej… nie poruszy.
Izabela razy cztery
Łęcka to postać szczególna – budzi i fascynację, i irytację. Nic dziwnego, że każda nowa ekranizacja wzbudza dyskusje, kto „najlepiej pasuje”.
- Beata Tyszkiewicz (1968) – klasyczna dama, dystyngowana i chłodna.
- Małgorzata Braunek (1977) – bardziej subtelna, eteryczna.
- Kamila Urzędowska (wersja kinowa) – młoda twarz, którą wielu widzów kojarzy z Jagną z „Chłopów”
- Sandra Drzymalska (wersja Netfliksa) – również młoda aktorka, którą wielu widzów kojarzy z tytułową rolą w filmie „Simona Kossak”)
Która z tych interpretacji ma szansę stać się najbardziej przekonująca? Lub… przekonująca najmniej?
Tematy do rozmowy (z kimś, lub samą sobą)
- Czy potrzebujemy dwóch „Lalek” niemal w tym samym czasie? To szansa na ciekawą konfrontację, czy raczej chaos?
- Która obsada bardziej przekonuje – Dorociński, Urzędowska i Kondrat w kinie czy Drzymalska i Schuchardt na Netfliksie?
- I wreszcie: która Izabela Łęcka z ekranu (małego czy wielkiego) najbardziej pasuje do roli bohaterki powieści Prusa?
- Ekranizacji jakiej powieści byłabyś dużo bardziej ciekawa niż „Lalki”?
- Jaki film lub serial z XIX wieku zobaczyłabyś w nowej odsłonie chętniej niż „Lalkę”?
Aproposki:
Najnowsze komentarze