Listy z Pensji (część 10.) – O wolności, śmiechu i cieniu pożegnania

8 sierpnia 1925 r.

Moja Najdroższa Haniu,

Piszę do Ciebie z tarasu naszego domu, gdzie wszystko pachnie jeszcze latem, choć w powietrzu czuć już odrobinę chłodu. Przez cały lipiec cieszyłam się wakacjami – biegałam po łąkach, kąpałam się w rzece i nawet nauczyłam się piec chleb razem z mamą (choć mój pierwszy bochenek wyszedł chyba twardszy niż kamień!).

Ale dziś nie o chlebie chciałam Ci napisać. Przeczytałaś zapewne w „Kurierze Porannym” o tym pożegnaniu pani Agaty, byłej już pierwszej damy? Ach, Haniu, gdy to zobaczyłam na zdjęciu – ten jej uśmiech, tak szeroki i szczery – pomyślałam: wreszcie wolna. Bo ileż można znosić, kiedy w towarzystwie ktoś kpi z Twojego męża, kiedy obok szepczą i patrzą z ukosa? Musiało ją to dusić latami.

Nie wierzę, że jej gesty i śmiech w dniu pożegnania były udawane. To była radość z odzyskanej swobody. Widzisz, kobieta wcale nie musi płakać, by okazać, że coś się skończyło – może się śmiać. I może właśnie wtedy jest najszczersza.

Ciekawa jestem, co Ty o tym myślisz, bo znam Cię, Haniu – potrafisz patrzeć głębiej.

Ściskam Cię mocno i liczę dni do naszego powrotu na pensję,
Twoja Marysia


21 sierpnia 1925 r.

Moja Najdroższa Marysiu,

List Twój przeczytałam w sadzie, siedząc pod starym jabłoniowym drzewem. Wokół dojrzewają owoce, a pszczoły robią większy hałas niż nasza klasa podczas przerwy. Wakacje mijają mi spokojnie – dużo czytam, a wieczorami z tatą chodzimy nad staw łowić ryby.

Co do pani Agaty… Widziałam to zdjęcie. Tak, uśmiecha się, nawet bardzo. Ale ja myślę, że w tym uśmiechu jest też coś więcej niż radość. Może odrobina żalu? Bo przecież, Marysiu, jeśli ktoś zupełnie nie żałuje, to nie patrzy w oczy drugiej osobie z takim błyskiem, jakby chciał powiedzieć: „Zobacz, jakże potrafię być silna i radosna”.

Czasem głośny śmiech jest jak ostatni akord – piękny, ale brzmi tak donośnie właśnie dlatego, że zamyka coś, co było ważne. Może była zmęczona drwinami, może chciała pokazać, że wyszła z tego z podniesioną głową… ale myślę, że w głębi serca jednak coś zabolało.

Ty widzisz w niej radość z wolności – ja widzę jeszcze ból pożegnania, które choć potrzebne, zawsze niesie cień smutku.

Ślę Ci uśmiech spod jabłoni i już tęsknię za naszymi rozmowami i listami, które wymieniamy szybciej, będąc blisko…
Twoja Hania