5 włoskich zwrotów, które warto poznać, zanim jeszcze nadejdzie sierpień

Nie zrobiłam jagodzianek w lipcu.
Nie upiekłam niczego z kruszonką.
Zamiast tego — pachniało mi ziołami, jeździłam konno, uczyłam się mówić „słodko, ale bez przesady” i byłam przyjemnie zmęczona. Czyli: uczyłam się włoskiego.

W lipcu pojawiły się na blogu takie włoskie wpisy:

A teraz – na deser (bo lipiec się kończy) – dorzucam 5 zwrotów, które na pewno zostaną ze mną nie tylko na lato, ale na lata.

Parole da imparare: słowa do zapamiętania (nie tylko na lato, ale na lata)

1. „Che caldo da morire!”

Upał, że można umrzeć.

Nie musi być 38 stopni, żeby to zdanie miało sens.
Czasem chodzi o klimat, nie temperaturę. Jak w tej reklamie z lat 90.
„Antonio… che caldo…” – mówiła ona zrezygnowana, rozgrzana życiem.
On podaje jej mrożoną herbatę.
„Antonio… favrito” – odpowiada ona tonem, który zna każdy, kto kiedyś tęsknił za czymś zimnym i czułym jednocześnie.

To nie jest zwrot z podręcznika. To jest lato jak z VHS-a.


2. „Magari!”

Oby! / Ale by było fajnie!

Na wszystko, co niepewne, ale warte by o tym marzyć.
„Może jeszcze skoczymy nad morze?”
„Magari!” – i nagle masz 7% więcej szans, że się uda.
Działa też przy „może jeszcze przyjdzie to prawdziwe lato”.


3. „Ci vediamo!”

Widzimy się!

Włoska wersja „na razie”, ale z mniej zobowiązującą energią.
Idealne, gdy nie masz siły na kontakty, ale chcesz zostawić drzwi uchylone.
Trochę jak: „Nie znikam, tylko dryfuję. Do zobaczenia – kiedyś, gdzieś, przy sprzyjającej pogodzie.”


4. „Una granita, per favore.”

Granitę poproszę.

Jeśli nie gelato, to sycylijska granita. Granita to taki manifest: „mam dość wszystkiego, potrzebuję prostoty”.
Z lodem, z kawą, z cytryną – chłód języka i język chłodu.
Zamówisz ją raz, użyjesz sto razy. I masz powód żeby nie piec niczego aż do września.


5. „Ma dai!”

No weź! Daj spokój!

Zwrot-reakcja. Nadaje się do rozmów o polityce, korkach, prognozie pogody i tym, że znowu nie masz planów na urlop.
Ma dai! — to trochę jak „serio?”, tylko z włoskim gestem i miną, że już nic Cię nie zdziwi.


Na koniec…

Nie zrobiłam jagodzianek, ale nauczyłam się włoskiego słowa na lipcowe zioła, zmęczenie, słodycz i końskie życie.
To chyba dobry bilans.
A te 5 zwrotów – zostają ze mną na sierpień.
Ci vediamo!