Od połowy lipca – zamiast radości z dojrzewających pomidorów, wakacyjnych wieczorów i lekkich sukienek – w sieci zaczyna się: koniec kolekcji letnich, zniżki na kremy z filtrem, newslettery z hasłem „Złap ostatnie chwile słońca”… A przecież jeszcze tyle lata, by zobaczyć na termometrze 28°C.
Dlaczego tak jest? Bo marketing żyje przyszłością. Jesień się „sprzedaje” w lipcu, bo sierpień to już back to school, a we wrześniu króluje Halloween i pierwsze bożonarodzeniowe kolekcje.

🕰️ Zegar handlowy kontra zegar natury
Z jednej strony – możemy się buntować. Przecież wakacyjne tu i teraz jeszcze trwa. Jeszcze leczo, jeszcze kawa mrożona, jeszcze wieczór na tarasie i włosy pachnące słońcem.
Z drugiej strony… my to lubimy. Planowanie. Obserwowanie, jak zmienia się paleta kolorów. Wybieranie świeczki dyniowej, zanim pierwsze liście opadną z drzew. Szukanie plecaka do szkoły w połowie wakacji.
Marketing zna nas jak własną kieszeń – i po prostu wyprzedza nasze nastroje.
🍂 To dobrze czy źle?
Nie ma jednej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego, czy masz przestrzeń, by powiedzieć sobie: hej, jeszcze jestem w lipcu.
Można oglądać jesienne stylówki i… siedzieć w krótkich spodenkach na schodach stajni. Można myśleć o wrześniu i jednocześnie jeść lody o 22:30 w ogródku. Można też – wyjść z tej gry i powiedzieć: „u mnie lato kończy się wtedy, kiedy ja je kończę”.
✨ Tematy do rozmowy (z kimś lub samą sobą)
- Kiedy dla Ciebie kończy się lato?
- Czy planujesz z wyprzedzeniem, czy trwasz w tu i teraz?
- Co Ci pomaga nie dać się pogonić marketingowi?
Najnowsze komentarze