W sezonie ogórkowym z reguły jest nudnawo, ale nie tym razem.
Tym razem na topie nie ogórki, tylko: Hashimoto, suplementy autorskie i pakiety badań z twarzą znanej kobiety.
Najpierw Doda: z historią „wyleczenia się” z Hashimoto przy pomocy własnego zestawu suplementów.
Potem Chodakowska: z pakietem badań dla kobiet „w trosce o Twoje zdrowie”.
Obie twarze, obie fit, obie w mediach od lat – i obie wywołały ogólnonarodowe poruszenie.
Nie tylko wśród lekarzy, ale też wśród kobiet, które poczuły, że ich zdrowie znowu stało się produktem. Mam ochotę przygotować sobie popcorn i przejrzeć Insta pod kątem tego, która jako trzecia wyjedzie z podobnym, równie idiotycznym pomysłem. Małgo Rozenek? Sandra Kubicka? Deynn. Nie… Chociaż, jak to się mówi, do trzech razy sztuka…. Chyba już nikt nie zaryzykuje.

Zdrowie kobiety: towar sezonowy?
Można się zżymać, że influencerki nie mają prawa „doradzać”.
Można się zachwycać, że wreszcie mówią o badaniach i hormonach.
Ale gdzieś między tym wszystkim rodzi się pytanie: czy to nadal troska – czy już tylko strategia sprzedażowa?
Bo jeśli zdrowie kobiety ma dziś własne logo, landing page i „limitowany kod rabatowy do końca miesiąca” –
to znaczy, że coś poszło nie tak.
Że zamiast wspierać się wiedzą, wspieramy się marketingiem.
I że nasze zmęczenie, lęk i hormony są teraz nową niszą reklamową.
A może po prostu… zamiast szukać cudownej formuły w słoiku, lepiej zrobić sobie leczo.
Takie prawdziwe.
Z papryką. Cukinią. Tym, co latem najlepiej smakuje. I co nie kosztuje 289 zł miesięcznie w subskrypcji.
Mam Hashimoto i cudowny przepis na leczo, które nie leczy Hashi, ale…
Leczo nie obiecuje, że „wyleczy Ci tarczycę” ani że „zresetuje Twój organizm na poziomie komórkowym”.
Ale jest uczciwe. Działa zawsze tak samo.
Ciepło. Spokojnie. Powoli. Bezpiecznie.
Jak coś, co nie próbuje Ci niczego sprzedać – poza chwilą spokoju. Turbo comfort food.
I może właśnie dlatego to leczo powinnyśmy zjeść na koniec tych wszystkich dyskusji.
Nie po to, żeby się śmiać z Dody czy Chody.
Tylko żeby przypomnieć sobie, że nie wszystko, co prawdziwe, musi mieć link afiliacyjny.
Po 30 latach totalnie nieinfluercerskiego kucharzenia (tak, tak, jako 13-latka już całkiem dobrze radziłam sobie w kuchni), wiem, że sekretem przepysznego leczo jest:
- świeże mięcho i warzywa (nie używam parówek ani innych kiełbasek),
- przyrumienione kawałki piersi kurczaka (można pominąć, ale to jednak białko, które daje sytość)
- przyrumienione kawałki cukinii (nie przerośniętej, bo mam uraz do gorzkości od kukurbitacyny)
- przyprawy (sól, pieprz,, słodka i ostra papryka, zioła prowansalskie) w takich proporcjach, które najlepiej zrobią nam zmysł smaku i węchu (każdy z nas ma z tym trochę inaczej),
- świadomość, że to i dobre i zdrowe, nawet jeśli nawet dwie porcje leczo nie wyleczą ani Hashimoto, ani endometriozy, ani depresji, ani zaburzeń narcystycznych partnera.
💬 Tematy do rozmowy (z kimś lub samą sobą):
– Czy zdarzyło Ci się kupić „zdrowie” z Instagrama?
– Co Ci naprawdę pomaga, kiedy czujesz się źle: nowy suplement czy znany przepis?
– A może masz swoje własne leczo, które działa zawsze jak comfort food – choć nie ma kampanii reklamowej?
Najnowsze komentarze